Offspring: "Smash"
To nie jest tak, że ten album to jakaś całkowita klęska i muzyczne zero. Trzeba mu oddać, że ma nawet przyjemne ciężkawo-brudnawe brzmienie (aczkolwiek zupełnie banalne), parę fajnych melodii (aczkolwiek zawsze bardzo prostych, odrobinę przesadnie) i punkową rytmiczną chwytliwość. Mimo tego jest bardzo zły, tak w formie, jak i w specyficznie rozumianej treści. Paskudnie prostackie harmonie, obrzydliwie punkowa banalność kompozycji, ciężka do strawienia schematyczność piosenek, przez którą nawet wyskok w stronę czegoś takiego jak ska w What Happened to You? jest pożądaną odmianą. Z prawie każdego utworu mniej lub bardziej wyziera coś, czego nie da się nie nazwać złym smakiem, który swoją kulminację osiąga chyba w biesiadnym refrenie Genocide (po którym odzywa się nie mniej żenujący od muzyki "narrator", mówiąc, że to podobało mu się szczególnie!). Wolę ciszę od każdego utworu na tym albumie. Ale to nie koniec - cała ta płyta poci się obficie wzbudzającą dość silne zażenowanie atmosferą gimnazjum, rozumianego jako nastoletnia tępota, bezrefleksyjność, bunt wobec wszystkiego co mądre i pozerstwo na hardcorowość. Są zespoły, Pixies chociażby, które sprawiają, że tęsknię za byciem nastolatkiem - Offspring sprawia, że jestem zażenowany, że nim byłem (nie żebym znał wtedy którykolwiek z tych zespołów, chodzi tylko o nastrój, jaki generują i wartości emocjonalne, które oddają).
3.5/10

Przyznam, że pop punk (o ile można podpiąć ten album pod taką etykietę, bo to raczej skate punk, ale różnica i tak jest raczej niewielka) to jedno z moich muzycznych guilty pleasure. Rozumiem w pełni powszechną krytykę tego stylu - ta otoczka wizualna z irokezami, piercingami, tatuażami i innymi tego typu wynalazkami oraz muzykami zachowującymi się jak średnio rozgarnięci gimnazjaliści już sama w sobie jest odpychająca, a sama muzyka, ze wszystkimi tymi cechami, które wymieniłeś w recenzji, brzmi jak jej stuprocentowe dźwiękowe odzwierciedlenie. Ja jednak jestem chyba jeszcze na tyle młody, że mi to nie przeszkadza i po prostu lubię to połączenie popowej melodyjności i chwytliwości z punkową energią i luzem.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem, jednak dlaczego dwa bodajże najpopularniejsze zespoły pop punkowe to Green Day i właśnie Offspring, które reprezentują sobą chyba wszystko to, co w pop punku najgorsze. Dla mnie te kawałki są lepsze od wszystkiego, co te zespoły nagrały (choć wątpię, czy Tobie by się spodobały jakoś znacząco bardziej od zawartości recenzowanego albumu, bo większość zarzutów z recenzji można zapewne równie dobrze postawić też tam):
https://music.youtube.com/watch?v=edQPMLV2ITs
https://music.youtube.com/watch?v=nadfsnT5RUU
https://music.youtube.com/watch?v=BYbK_5t8VCU
https://music.youtube.com/watch?v=9AXjsBYHAc8
Zastanawia mnie tylko ten rozdźwięk między tą recenzją a Twoją opinią o Ramones - czy większości zarzutów, które wysunąłeś wobec The Offspring, nie można postawić również tam?