Browar Stu Mostów: WRCLW Rye RIS

Rye Russian Imperial Stout / 10,2% / 23 blg / recenzja z 08.01.2016

Przez polskie sklepy przelała się ostatnio fala RISów z polskich browarów. Gdyby ktoś przybył z 2013 roku i wpadł na tę informację, skoczyłby zapewne z radości, no ale jak wiadomo, w Polsce to nie jest takie proste. Fala RISów zamiast zachwytów wzbudziła - i podejrzewam, że słusznie, choć w tym wpisie zaczynam dopiero to sprawdzać na własnej skórze - falę krytyki ze strony blogerów i w ogóle konsumentów, utyskujących nawet nie tyle nad poziomem, co nad "prawdziwością" tych RISów - blisko im bowiem nierzadko do Foreign Extra Stoutów i ekstraktem, i - podobno - smakiem. Choć 8-9% to mimo wszystko jest już RIS (przynajmniej dopóki ktoś nie wprowadzi do klasyfikacji brakującego ogniwa między FESem a "RISem na całego"), to zobaczywszy 8% na etykiecie już po zakupie piwa reklamującego się jako stout imperialny, czułbym się rozczarowany - zdecydowana większość piw w tym stylu, jakie próbowałem, przebijała 10%. Z drugiej strony, jednym z najsłynniejszych stoutów imperialnych jest ten z Samuela Smitha, który ma zaledwie... 7% (a mimo to takie BJCP, według którego RIS zaczyna się od 8%, wymienia go wśród nielicznych komercyjnych reprezentantów stylu). Jestem nastawiony dość sceptycznie do polskiego piwowarstwa, ale ciekawi mnie bardzo, jak to faktycznie wygląda - w końcu RIS to kandydat na mój ulubiony styl piwa (przepraszam za mejnstrimowość). Nabyłem więc parę rodzimych sztuk.

Warto tu wspomnieć, że raz jedyny miałem już styczność z polskim stoutem imperialnym - jednym z pierwszych (pierwszym?), jakie pojawiły się u nas w sklepach, Hadesem z Olimpu. Było to co prawda bardzo dobre piwo, ale nie dorównujące większości RISów zagranicznych, jakie piłem.

Na pierwszy ogień idzie RIS z mojego miasta, żytni stout imperialny z Browaru Stu Mostów, który akurat bynajmniej nie może być posądzony o niedobory w ekstrakcie.

Opakowanie
Standardowa etykieta BSM (choć pierwszy raz z wizerunkiem mostu, a nie salamandry/krasnala) na wysokim poziomie. Duży plus za ogarnięcie małych butelek. Dziwacznie krótka data ważności.
9/10 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt obfita, dość gęsta, o solidnej trwałości.
3/5

Zapach
Bardzo mało intensywny biszkopt. I trochę alkoholu. Koniec. Tragedia jak na jakikolwiek styl, ale jak na RISa to skandal.
1/10

Smak
Dużo lepiej niż w zapachu, ale dalej bardzo rozczarowująco. Biszkoptowo-karmelowo-palona słodowość jest całkiem przyjemna, ale znacznie za mało intensywna jak na tak mocne piwo - i ma to oczywistą konsekwencję w niewybaczalnie mocnym odczuciu alkoholu. Jedyne, co się tu naprawdę udało, to mocny, chmielowo-palony finisz - mocno goryczkowy, ale nie walczący ze słodem, czyli idealny do tego stylu. On sprawia, że chce się pić dalej. No nie jest to piwo złe, jest średnie, ale jak na RISa - wiadomo.
5/10

Tekstura
Ona przynajmniej zachwyca - żyto wniosło niesamowitą gęstość i aksamitną gładkość, do tego stonowane wysycenie i jest naprawdę doskonale.
5/5

Na polskim, ubogim (przynajmniej do niedawna) w prawdziwe RISy rynku to piwo może przejść, ma pewne zalety stylu (rozgrzewanie, gęstość, intensywny finisz), ale ja wypiłem już jakieś 40 różnych stoutów imperialnych i nabrać się nie dam - to najgorszy przedstawiciel stylu, z jakim się spotkałem, karykatura. Nie przypuszczałem, że jednym z najnędzniej pachnących piw, z jakimi się spotkam, będzie RIS. Ogromne rozczarowanie, przeogromne, bo życzę z całego serca jak najlepiej wrocławskim browarom. Na dobitkę dodajmy, że tanio wcale nie było - dorzucić piątaka i można ruszać na poszukiwania wybitnego RISa z importu.


4.0/10

Komentarze