Szałpiw: Buba Extreme Cognac Barrel Aged

Ice Quadrupel / + kolendra / Cognac BA / 16% / recenzja z 07.03.2017

Pamiętam bardzo dobrze, jak piłem Bubę z Szałpiwu, bo po pierwsze zrobiłem to po obejrzeniu jednego z pierwszych odcinków Twin Peaks, a po drugie mocno mnie to piwo rozczarowało. Szanuję Szałpiw niezwykle za ich belgijskie operacje, wręcz śmiało stwierdzam, że to jedyny polski browar, który ma naprawdę dużo do powiedzenia w temacie. Ich quadrupel okazał się zaś piwem moim zdaniem nieudanym, zniszczonym przez gdzieś tak pięć razy za duży dodatek kolendry. Nie byłem odosobniony w tym rozczarowaniu. Jakiś czas później pojawiła się Fest Buba, mocniejsza wersja piwa, którą sobie podarowałem mimo bardzo dobrych recenzji. Na początku grudnia zeszłego roku w sklepach na ułamek sekundy wstąpiły w końcu trzy wersje Buby Extreme, czyli wymrażanej do 16% alkoholu Fest Buby, leżakowanej w beczkach po koniaku, calvadosie i whiskey. Wszystkie trzy piwa zrobiły błyskawiczną furorę, obecnie można śmiało przyjąć, że nikt by ich nie sprzedał za mniej niż czterokrotność ich ceny detalicznej (a ta wynosiła już 50-60 zł). Wszystkie trzy są obecnie najbardziej pożądanymi piwami w Polsce (wyszło zaledwie po pięćset butelek). Wszystkie trzy mieszczą się na ten moment w pierwszej szóstce quadrupli wszech czasów na ratebeerze, przy czym wersja leżakowana w beczkach po Jacku Daniel'sie okupuje podium razem z takimi gigantami jak Westvleteren 12 i Rochefort 10, wyprzedzając Abt 12 z St. Bernardusa. Prawdą jest, że te belgijskie klasyki mają po kilka tysięcy ocen, a Buby niespełna po 30, ale osiągnięcie i tak jest gigantyczne, z niczym nieporównywalne poza Imperium Prunum.

Byłem jednym ze szczęśliwców, którzy wyskoczyli z domów w samych skarpetkach na wieść o pojawieniu się tych piw w sklepie i zdobyli je w normalnej cenie detalicznej. Mam wszystkie trzy wersje. Zaczynam od koniaku, później spróbuję rzekomo najlepszej whiskey i skończę na calvadosie. Chyba. Jeśli chodzi o starzenie w beczkach po koniaku, przypominam sobie tylko trzy takie piwa, jakie piłem, więc jest to wciąż niemała egzotyka. Generalnie brandy wydaje mi się gorszym pomysłem niż wszelaka whisky czy rum jeśli chodzi o RISy, ale przy quadruplu to może zagrać wyśmienicie.

Opakowanie
Znakomite, godne wielkiego piwa. Etykieta może nie jest wyśmienicie piękna, ale ten kształt butelki, to obwiązanie szyjki, korek, numeracja butelek i poprzeczna dodatkowa etykieta - super.
9/10

Barwa
Ciemnobrązowa, prawie czarna, pod światłem przepięknie rubinowa.
5/5

Piana
Jak na takie przejścia to całkiem niezła. Gruby pierścień trzyma się do końca.
3,5/5

Zapach
Obłędny. Wanilia, kokos, dąb, czekolada, karmel, palone zboże, bardzo szlachetny alkohol, w którym da się bez wątpienia rozpoznać konkretnie brandy. Suszone owoce. Pięknie, choć nie perfekcyjnie.
9,5/10

Smak
Ciężko pozbierać odczucia, tyle się tu dzieje. Zacznę trochę od dupy strony - nie zatraciło swoich belgijskich korzeni, wciąż jest ich niemało. Przeważa jednak chlebowość, cukier kandyzowany, karmel, kokos, wanilia, cudowny szlachetny destylat, suszone owoce, miód. Lekka kwaskowość, wszechogarniająca słodycz, szczypta goryczki. Finisz jest nieskończony i potężny. Perfekcyjnie jak na 16% ukryty alkohol, choć jednak minimalnie mniej mógłby się dawać we znaki. Cudownie, rozkosz ogarnia...
9,5/10

Tekstura
Doskonała.
5/5

Przyznam, że spodziewałem się czegoś jeszcze lepszego, ale to wina szału, jaki ogarnął ludzi. Piwo jest znakomite, genialne to może nie, ale ociera się o geniusz. Jeśli dwie pozostałe wersje bardziej mi podejdą, nawet tak odrobinę bardziej, to to już będzie ocena o pół punktu wyższa. Całkowicie warte swojej detalicznej ceny, nawet na jej podwójność można przystać, natomiast cena, jaką dyktuje obecnie czarny rynek, jest już po prostu kuriozalna i jeśli liczą się dla nas tylko i wyłącznie walory smakowo-zapachowe, to można lepiej spożytkować kasę, którą obecnie trzeba wyłożyć na jedną butelkę Buby Extreme. Tej po koniaku, w każdym razie.


9.0/10

Komentarze