Samuel Smith: Taddy Porter

Brown Porter / 5% / recenzja z 10.01.2014

Tak jak niemal od początku mojej przygody z dobrym piwem najbardziej fascynują mnie smaki belgijskie, tak równocześnie zawsze odczuwałem największy pociąg do angielskiej otoczki. Nie umiem do końca powiedzieć, dlaczego, ale jeśli chodzi co najmniej o piwo, Anglia jawi mi się jako kraina nieco magiczna. I magiczny jest bez wątpienia browar Samuel Smith, najstarszy taki obiekt w Yorkshire, powstały w roku 1758, do dziś produkujący piwo na bazie wody z własnej studni ponad dwustuletnią metodą fermentacyjną, dostarczający piwo do pubów w drewnianych beczkach. Na początek przygody z tym fascynującym browarem wezmę do ust ich klasyczny, angielski porter.

Opakowanie
Znakomite; piękna frontowa etykieta w stylu retro, butelka w ciekawym kształcie z niewielkimi, ale świetnym grawerunkami, na kontrze parę zdań na temat procesu warzenia piwa, a nawet zdjęcie, ukazujące moment dodawania chmielu do kadzi. Elegancja przy jednoczesnym braku przepychu; bliskie ideału.
9,5/10

Barwa
Czarne z nieznacznymi, ciemnobrązowymi prześwitami, pod mocnym światłem rubinowymi; bardzo ładne. 
4/5

Piana
Dość obfita, ekstremalnie drobna, o pięknym, ciemnobeżowym kolorze, nieszczególnie trwała, ale za to przepięknie osiadająca na szkle. 
3,5/5

Zapach 
Fascynujące połączenie bardzo mocnych nut wiśniowych z karmelowymi, trochę dalej bardziej klasyczne dla ciemnego słodu akcenty, w tle wyraźna paloność; bardzo zachęcający, świeży, dość intensywny, choć mógłby być bardziej. 
8/10

Smak
W smaku jest jeszcze lepiej, wiśnie zdecydowanie ustępują, a pełnię swoich możliwości pokazują akcenty klasycznie porterowe, bardzo, bardzo gładkie; na pierwszym planie czekolada - w ustach mleczna, a im bliżej finiszu, tym coraz bardziej gorzka. Ten ostatni mocno naznaczony trochę zbyt agresywnie kwaskowatymi nutami palonymi, które grzebią czekoladę, a wprowadzają kawę - nie za wysoka, trochę ozdobiona kwaśnością goryczka.
9/10

Tekstura
Przydałoby się trochę wyższe wysycenie, ale o jego niezwykłej aksamitności, która winduje i tak wysoką pijalność, można by napisać poemat.
4,5/5

Świetny, choć nie zwalający z nóg angielski porter. Klasyka stylu, powinien służyć za przykład różnic między stoutami a porterami ze swoim bogactwem nut wiśniowych i czekoladowych. Poczułem angielską magię i przypomniałem sobie, że dużo magii upatruję również w piwach ciemnych. Raczej nie za szybko, ale na sto procent wrócę do browaru imienia Samuela Smitha.


8.0/10

Komentarze