O stronie i autorze

2026: Przedmowa do drugiego wydania

Po sześciu latach od pierwszej "przedmowy do bloga" poczułem impuls do napisania nowej, patrząc trochę inaczej na te same zjawiska.

Niniejszy blog jest ciągłym zapisem uprawiania przeze mnie mojego ulubionego zajęcia w całym życiu - właściwie zawsze tego samego, tylko w różnych jego przejawach. To zajęcie można określić jako kontemplację rzeczywistości w jej różnorodności i niesamowitości poprzez doświadczanie rzeczy niecodziennych, oryginalnych i niosących ładunek osobliwej wymowy, będących mniej lub bardziej niedoskonałym wytrychem do obszarów świadomości niedostępnych w tzw. życiu powszednim i niedających się prosto, jeśli w ogóle, nazwać za pomocą języka.

Każde z moich zainteresowań, których realizację tutaj dokumentuję - czy to szeroko pojęta sztuka, czy filozofia, czy różne aspekty podróżowania, czy w końcu nawet eksploracja świata alkoholu - jest dla mnie środkiem do głębszego, ciekawszego przeżywania aktu własnego istnienia i świadomości istnienia świata (jest to istnienie czy też nie jest pozorem, w tym kontekście nie jest istotne). Zakładam, że rola sztuki - włącznie z muzyką, literaturą i filmem, co zaznaczam na wypadek, gdyby ktoś akurat utożsamiał sztukę jedynie ze sztuką plastyczną, jak często się dzieje - jest chyba dość łatwo zrozumiała i nie wymaga wyjaśnienia. Dzieła sztuki są przekaźnikami uczuć i atmosfer niedających się często precyzyjnie nazwać (w najlepszym razie jedynie przybliżyć) - tym są dla mnie przede wszystkim, w tym widzę w ogóle sztuki esencję. Rozumiejąc to, zrozumiemy już dość łatwo, że w ten sam sposób działać mogą podróże (zaczynające się od zakątków własnego osiedla, a kończące na innych kontynentach). W tych pociąga mnie bowiem właściwie kilka konkretnych aspektów: architektura, urbanistyka i sztuka użytkowa, które są dla mnie kolejnymi odnogami wielkiego świata sztuki; natura, którą od sztuki potrafi dzielić niewiele więcej od faktu, że nie jest dziełem człowieka; w końcu osobliwa kategoria, którą nazywam miejscami przeszłości - jak cmentarze, prehistoryczne kurhany, opuszczone ruiny czy skanseny - które ze względu na to, że nie przemawiają lub przemawiają tylko pobocznie językiem estetyki, najmniej mają wspólnego ze sztuką, ale pod względem potencjału do roztaczania niezwykłej atmosfery często ją nawet przewyższają. Może ostatni aspekt podróży - poznawanie kultury kulinarnej odwiedzanych miejsc - ma już najmniej wspólnego z opisywanym "ulubionym zajęciem" i jest przede wszystkim dziełem pociągu do fizjologicznej przyjemności, jaką cenię sobie tylko trochę mniej; nie jest jednak wolny od udziału w tym zajęciu jako coś również pozwalającego odczuć bogactwo i złożoność świata.

Alkohol będzie oczywiście tutaj pasował na pierwszy rzut oka najmniej (nie chodzi bowiem o substancję i jej właściwości psychoaktywne, niepotrzebne mi do życia i w ogóle niemające nic wspólnego z tym, o czym właśnie peroruję). A jednak schemat jest bardzo podobny - dobre i ciekawe alkohole są dla mnie niejako sztuką dla zmysłów węchu i smaku, pozwalając doświadczyć zapachów i smaków przedziwnych, niespotykanych gdzie indziej ani z osobna, ani zwłaszcza w występujących w piwach, winach czy destylatach kompozycjach, układach, sekwencjach. Mając świadomość mało szczęśliwego, a w dawkach patologicznych fatalnego wpływu alkoholu na zdrowie, zachęcam do jego umiarkowanego spożycia z koncentracją właśnie na smaku, nie na substancji będącej jego nośnikiem. Nie zachęcam jednak w myśl modnej dziś paniki moralno-zdrowotnej i kultury przesady do całkowitej z niego rezygnacji za wszelką cenę; w krajobrazie szczęścia liczy się nie tylko długość życia, maksymalizowana przez odmawianie sobie wszystkiego, co jakkolwiek niezdrowe, lecz też, jeśli nie przede wszystkim, jego jakość. Jeśli coś sprawia nam dużą i osobliwą radość, nie bądźmy zbyt pochopni z radykalnym usuwaniem tego z życia i w pierwszej kolejności zastanówmy się, czy nie wystarczy umiar.

Tak naprawdę najbardziej od "ulubionego zajęcia" odbiega charakterem filozofia, która jest czysto intelektualnym i w pełni językowym podejściem do zjawiska istnienia. Bez filozofii jednak, nie bez konkretnych pism i myśli, ale bez filozoficznego nastawienia, wszystko to w ogóle nie byłoby możliwe. Filozofia - ponownie, nie jako żaden system, a jako pewien naturalny odcień i tęsknota umysłu - jest moim punktem wyjścia właściwie dokądkolwiek.

Wiele tzw. osób poważnych uzna naturalnie moje "ulubione zajęcie" nie tylko za pretensjonalnie określone, ale też w ogóle za stratę czasu i niegodną dorosłości fanaberię. Jednak na koniec dnia, po ogarnięciu swojego podwórka "zawodowo-osobistego" pod wszelkimi względami praktycznymi - które pozwalam sobie uważać za ogarnięte całkiem dosadnie i którego ogarnięcie zalecam każdemu, kto chce podążać tą samą drogą, którą ja podążam - nie znalazłem dla siebie lepszego i bardziej satysfakcjonującego "sztandarowego zajęcia w czasie wolnym", nie mając skłonności do maksymalizacji swoich zarobków za wszelką cenę, czynnego zaangażowania w życie polityczne, społeczne lub religijne, uprawiania sportu wyczynowego ani tzw. czystej rozrywki.

Ten wspólny mianownik praktycznie całej mojej blogowej aktywności sam w pełni zrozumiałem i dookreśliłem - wcześniej raczej go przeczuwając - dopiero po latach. To, jak go definiuję, jest też dobrą wskazówką do zrozumienia kryterium, jakim posługuję się przy ocenianiu wszystkiego (będącego z kolei efektem ciągot mojego umysłu do matematyki i porządku zarazem). Czy bardziej precyzyjnie, bo tak naprawdę głównym i wystarczającym kryterium jest to, na ile coś "lubię": do zrozumienia, dlaczego coś lubię. Pożądam rzeczy raczej oryginalnych niż banalnych, raczej złożonych niż jednowymiarowych, raczej głębokich niż płytkich i raczej poszukujących niż komfortowych. Próba definiowania tutaj tych określeń byłaby już naprawdę przesadą; są raczej wskazówką dla intuicji niż programem i zostawiam je ogołocone.

Staram się za każdym razem obdarzyć moje "ulubione zajęcie" najbardziej dla niego zbawiennym, jeśli nie wprost obowiązkowym katalizatorem, jakim jest skupienie - im większe, tym lepsze. I w tym może jedynym punkcie roszczę sobie pretensję do uważania tego zajęcia za obiektywnie wartościowe, bo korzystne dla zdrowia psychicznego jako forma medytacji i trening uważności. Polecam to podejście każdemu. To też jeszcze jedna wskazówka do zrozumienia mojego gustu; jeśli dana rzecz nie wytrzymuje próby pełnego skupienia i okazuje się w niej nużąca, nawet jeśli działa jak najsprawniej jako tło lub pół-tło, raczej nie wnijdzie do królestwa moich ulubionych.

Nie łudzę się, by moja działalność, to jest dzielenie się całym tym przeżywaniem przez próby opisu i komentarza do doświadczanych zjawisk, miała znaczenie w większej skali. Piszę zresztą pod siebie, nie pod czytelnika; potencjalny czytelnik jest więc bardziej niż uprawniony do obojętności i braku zainteresowania. Zainspirowanie pojedynczych osób do czegokolwiek to już naprawdę bardzo dużo na tym świecie i każda taka osoba stanowi powód do satysfakcji. Zawsze zresztą bardziej zależało mi na jednostkach niż na społeczeństwach i chyba już się to we mnie nie zmieni.

________________

2020

1 stycznia 2019 roku ostatecznie poczułem, że mam dość swojego rozszczepienia na kilka różnych blogów i kont na portalach tematycznych i zdecydowałem się zebrać cały swój dorobek poznawczo-krytyczny w jednym miejscu. Po okrągłym roku żmudnych przenosin i konstruowania sprawnych podstron na blogu w końcu mogę rozsiąść się wygodnie w moim osobistym magazynie wszelkich recenzji, ocen, relacji i zdjęć, zapewniającym mi i innym zainteresowanym osobom szybki i intuicyjny dostęp do tego, co udało mi się opisać.

Oto w skrócie, czym przede wszystkim jest dla mnie Ogród Rozkoszy Ziemskich: ciągłym, otwartym zapisem i katalogiem kolejnych kroków zgłębiania moich pasji i zainteresowań.

Jeśli przy okazji stanie się czymś więcej, będę mógł się tylko cieszyć, choć ciężko mi póki co mówić o misji. Liczę wszak po cichu, że chociaż w mikroskopijnym stopniu blog przyczyni się do promocji dobrej sztuki i alkoholu, ułatwi zrozumienie jakiegoś dzieła, skłoni do odkrycia czegoś nowego, zainspiruje do podróży i poszerzenia horyzontów, czy po prostu zdoła wprowadzić do czyjegoś życia pierwiastek humanistycznego odbioru rzeczywistości, co w obliczu coraz silniejszego ukierunkowania ludzkości na technologię i bezrefleksyjną konsumpcję wydaje mi się dziś szczerze potrzebne.

Nazwa bloga, odwołując się bezpośrednio do jednego z najlepszych obrazów wszech czasów, z jednej strony nawiązuje do niewątpliwego faktu, że blog traktuje o rzeczach przyjemnych lub przynajmniej z założenia przyjemnych, z drugiej zaś, jako że i dzieło Boscha spogląda na przedstawiony świat uciech w sposób wieloznaczny, wyraża pewien dualizm. Właściwie wszystkie sekcje bloga mają mocne podłoże epikurejskie (nawet najbardziej "celowa" ze wszystkich filozofia, bo lektura tekstów filozoficznych jest zawsze przy okazji przyjemną łamigłówką): przygodę z nimi rozpoczynałem w gruncie rzeczy głównie dla przyjemności i z ciekawości, bynajmniej nigdy tych dwóch aspektów nie tracąc z zasięgu wzroku. Z czasem zauważyłem natomiast, że ma to wszystko jeszcze jeden, może nie mniej istotny wymiar: sztuka, filozofia, poznawanie miejsc, a nawet w pewnym stopniu zgłębianie świata alkoholi - wszystko to przy chociaż nieco refleksyjnym podejściu pozwala lepiej zrozumieć świat i ludzi, idee i emocje, odkrywać pewne niematerialne powiązania, zależności i reguły, a także w pozytywny sposób uwrażliwia na otaczającą człowieka rzeczywistość. Mówiąc trochę górnolotnie, staram się więc przynajmniej czasem przez rozkosze ziemskie docierać do wartości wyższych.

Wydaje mi się, że zawartość bloga sporo już o mnie mówi, więc nie ma chyba potrzeby za długo rozwodzić się nad sobą, ale mogę zaznaczyć parę informacji, które z bloga niekoniecznie wynikają. Jestem od urodzenia mieszkańcem Wrocławia (przez większość życia również mieszkańcem osiedla Krzyki) i mocno czuję się wrocławianinem, jak również Europejczykiem. Moje oficjalne wykształcenie i mój obecny zawód nie są powiązane z żadnym z moich zainteresowań, choć utożsamiam się bez porównania silniej z zainteresowaniami niż z zawodem. Od 2015 roku jestem piwowarem domowym. Jestem też od 2005 roku kibicem Interu, oglądającym co do zasady każdy mecz i starającym się raz na jakiś czas odwiedzić mediolański stadion. Od dłuższego już czasu uświadamiam w sobie generalną ciekawość świata: obecnych w tym momencie na blogu kategorii jest tyle i nie więcej, bo na tyle pozwala mi czas. Gdybym miał go więcej, chętnie zgłębiałbym jeszcze chociażby matematykę, która żywo pasjonowała mnie w liceum i na studiach, a także świat flory i fauny. Mam na imię Maciek.

Muzyką interesuję się od 2011 roku i jest ona zdecydowanie moją ulubioną formą sztuki. Od dawna nieco arbitralnie dzielę w swojej głowie całą muzykę na poważną, jazzową i popularną, dziś najbardziej ceniąc tę pierwszą, ale od początku czując się duchowo najbliżej tej drugiej.

Umiłowanie do malarstwa rodziło się we mnie od 2014 i 2015 roku, po odwiedzinach galerii w Dreźnie, Brugii i Brukseli.

Książki uwielbiałem od dzieciństwa, ale na poważniej zacząłem literaturę poznawać dopiero w 2015 roku.

Film jest najstarszym z moich kulturalnych zainteresowań: pierwsze przygody z kinem autorskim miałem w 2009 roku. Jest też na ten moment najsłabszym z nich jako dziedzina, która - bardziej niż pozostałe - sztuką raczej bywa niż jest.

Zagadnienia filozofii są dla mnie istotne i nurtujące już od wczesnych lat nastoletnich, choć dopiero po paru ładnych latach miałem odkryć, że są to istotnie zagadnienia filozoficzne. Pierwsze podejścia do lektury dzieł filozoficznych miałem w 2013.

Interesuję się piwem od 2011 roku (warto brać poprawkę na datę recenzji: te z lat 2013-2014 warto traktować z pewną rezerwą, bo byłem wówczas jeszcze mocno świeży w temacie), a winem i destylatami (ze szczególnym uwzględnieniem whiskey) od 2014. Przez lata piwo zajmowało co najmniej 90% moich alkoholowych ciągot, powoli jednak ma tego udziału coraz mniej, bo dużo już w nim odkryłem. Staram się we własnym skromnym zakresie promować alkohol dobrej jakości i kulturę świadomego picia. Pod koniec 2019 roku moją uwagę przykuły miody pitne, a od 2020 również cydry.

Podróżować lubiłem od zawsze, od 2018 roku zaś zacząłem te podróże czynić ściślej zaplanowanymi i je relacjonować. Opisuję Wrocław osiedle po osiedlu, województwo dolnośląskie powiat po powiecie, Polskę województwo po województwie i Europę kraj po kraju. Inne kontynenty interesują mnie mniej i staram się tę mniejszość w sobie podtrzymać z racji finansowo-czasowych, ale może raz na jakiś czas wybiorę się gdzieś dalej.

Komentarze