Ferdinand Hodler: "Noc"

1890 / olej na płótnie / Kunstmuseum, Berno

Onirycznie klimatyczny, przyjemnie odrealniony, szybko oddziałujący obraz pełen niezwykłości. Przyznam, że "symbolizmu-paralelizmu" Hodlera, który artysta sam przypisał swojej sztuce, jakoś szczególnie nie rozumiem, ale chyba nie potrzebuję, bo malarstwo Szwajcara działa na mnie skutecznie i bez tego. "Noc" jest dla mnie po prostu dobrze zaplanowaną i udaną próbą stworzenia onirycznej atmosfery i zgrabną, bezpretensjonalną alegorią nokturnalnych niepokojów.

Tę ostatnią widzimy w centrum obrazu, gdzie otoczony błogo uśpionymi ludźmi mężczyzna zastyga w przerażeniu, nękany przez śmiercionośną postać w nieskończonej pelerynie (którą nie tak łatwo rozpoznać w ogóle jako postać, przynajmniej ja nie zrobiłem tego od razu, co jeszcze umacnia atmosferę pogranicza jawy i snu). Ten mocny akcent został umieszczony w centrum płótna w sumie przepełnionego ciszą i dla mnie tej ciszy nie przerywa, choć przerywa spokój - wyobrażam sobie, że grymas mężczyzny jest bezgłośny, że nie może wydobyć z siebie choćby szmeru.


To główne "wydarzenie" płótna byłoby niewiele znaczące, gdyby nie kontekst wizualny i klimatyczny. Hodler zrobił wiele, by pozbawić swoje dzieło realności i upodobnić do snu. Pomaga w tym już sama skrajnie horyzontalna kompozycja - niskie i szerokie płótno, maksymalnie "upoziomione" przez pociągłe i płasko ułożone figury ludzkie. Jakby tego było mało, jest to też obraz bardzo płaski - jest jakaś perspektywa i głębia, ale mało wiarygodna, po prostu jakby były namalowane - to obraz antyiluzjonistyczny, mający wiele ze sztuki orientalnej i silnie związany z secesją, ze szczyptą gotyku. Scena jest umieszczona w nierealnej przestrzeni, co widać zwłaszcza w górnych partiach, przy zetknięciu sztucznego nieba ze sztuczną ziemią. Wiele dla klimatu robi kolorystyka - nocna, prawie monochromatyczna, jakby złożona z nocnego nieba i światła księżycowego. W końcu słynni ludzie Hodlera - niby odmalowani z anatomiczną precyzją, wyeksponowani, kobiety z sugestywnymi biodrami, mężczyźni z heroiczną muskulaturą, a jednak aż tak arcyludzcy, że nierealni, jak figury gipsowe albo woskowe, symboliczni - jak wszystko na tym niezwykłym, nawiedzającym obrazie.


8.0/10

Komentarze

  1. Bardzo sugestywnie, wymownie ukazał to COŚ - mówię jako doświadczona podobnie makabrycznymi w swoim realizmie snami. Jedyne, co w ich obrębie może być fajne to to, że po wybudzeniu /ocknięciu czujesz się lepiej (w przeciwieństwie do tych pozytywnych)... ale nie chcę by mnie nawiedzały, co to to nie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz