Claude Debussy: "Peleas i Melisanda"

1902 / wykonanie: Elisabeth Söderström, George Shirley, Donald McIntyre, David Ward, Yvonne Minton, Royal Opera Chorus, Orchestra of the Royal Opera House, Covent Garden, Pierre Boulez

Jedna z najdziwniejszych i najbardziej przełomowych oper wszech czasów to bardzo enigmatyczne, niedopowiedziane, tajemnicze, oniryczne i przepojone atmosferą dzieło. Debussy, czerpiąc z koncepcji nieskończonej melodii Wagnera zamiast arii i recytatywów, jak zwykle skończył w zupełnie innym miejscu niż Niemiec, u którego opery są pełne burzliwych emocji, epickie, monumentalne, grube. "Peleas i Melisanda" to opera atmosfery, w której emocje są obecne, ale zawsze zakryte za zasłoną, nienazwane wprost, rozmyte, często nielogiczne. Kompozytor stworzył odrealniony, baśniowy, oniryczny świat muzyczny. Wszystko to jest paralelne wobec libretta i historii - również enigmatycznej, symbolistycznej, pełnej pustki, rozrzedzonej i nieobfitującej w faktyczne zdarzenia, zawieszonej w dziwnym świecie, w którym trójkąt miłosny wydaje się tylko przykrywką pod głębiej ukryte rzeczy, sygnalizowane zwłaszcza przez motyw światła i nieokreślonej ciemności, której bohaterowie się boją. Cała opera jest więc mocno podszyta specyficznym niepokojem, też niedopowiedzianym, trochę baśniowym, a jednak niekwestionowanym i o dość metafizycznej i fatalistycznej proweniencji, będącym bardziej niepokojem atmosfery niż niepokojem-emocją. Atmosfery, jaka ciągle tu pulsuje, zmienia się wraz z niekończącymi się modyfikacjami harmonii i tekstury. Z jednej strony jest to więc opera dość statyczna, z drugiej mocno się skrząca i pulsująca niuansami.

Dzięki historii, dzięki kunsztowi orkiestracji, chromatyki i budowania atmosfery przez Debussy'ego jest to wielkie dzieło, z paroma momentami naprawdę zachwycającymi. Przyznam wszak, że jako bardzo duża, a zgodnie z koncepcją rozmyta całość, troszkę mnie męczy, zwłaszcza w ostatnim i przedostatnim akcie. Zdecydowanie wolę "Zamek Sinobrodego" Bartóka, która to opera wydaje mi się ewidentnym spadkobiercą "Peleasa". Przynajmniej na dziś - na pewno kiedyś wrócę do Debussy'ego mimo długości i trudności dzieła i może będę bardziej przychylny.


7.5/10

Komentarze