Wolfgang Amadeus Mozart: Symfonia koncertująca

1779 / wykonanie: Augustin Dumay, Veronika Hagen, Camerata Academica Salzburg, 2000

Panuje chyba dość powszechna opinia, że ten utwór, będący w gruncie rzeczy koncertem na skrzypce i altówkę raczej niż jakąkolwiek symfonią, to w praktyce najlepszy koncert smyczkowy Mozarta, napisany kilka lat po serii pięciu koncertów skrzypcowych. Nie jestem pewien, czy się zgadzam, bo choć powodów do takiego stwierdzenia jest sporo, to brakuje mi tej rozkosznej pogodnej, radosnej żywiołowości młodego Mozarta z tamtych koncertów, a to, co dostajemy w zamian, nie w pełni mi to wynagradza. Ale dostajemy faktycznie niemało: to już wyraźnie muzyka dużo bardziej wyrafinowana, bardziej intelektualna, swobodniejsza i bardziej oryginalna, pogłębiona emocjonalnie, z ciekawszą fakturą i paroma momentami tak błyskotliwymi, jak rzadko kiedy u tego kompozytora parę lat wcześniej się zdarzało. Salzburczyk zdołał też wyzwolić tu silną magię między dwoma instrumentami, które rozmawiają ze sobą na tle orkiestry (przez co w sumie bardziej niż nie tylko symfonia, ale i bardziej niż concerto ten utwór ma dla mnie charakter muzyki kameralnej). O ile pierwszej i ostatniej części brakuje może odrobinę wigoru, to środkowa, wigoru niepotrzebująca, to Mozart zaskakująco znakomicie odnajdujący się w klimatach minorowych: pieczołowita, z namaszczeniem sunąca, ale wciąż intymna i nienachalna, głęboko melancholijna muzyka na pół kroku przed staniem się elegią.

Zabawny fakt: w trakcie drugiej części właśnie, krótko przed połową, rozbrzmiewa niedługi pogodny fragment, o którym pomyślałem, że byłby idealnym materiałem do wykorzystania przez Michaela Nymana w jego polistylistycznych utworach, o ile już nie brzmi jak muzyka Nymana. Po przesłuchaniu zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej o tej kompozycji i wpadłem na informację, że Nyman już go użył do soundtracku jednego z filmów Greenawaya. Tak oto nie tylko można w muzyce Nymana usłyszeć przeszłość, ale i w muzyce Mozarta - przyszłość.



7.5/10

Komentarze