Jacques Rivette: "Celine i Julie odpływają"

1974

Nie po raz pierwszy i pewnie niestety nie po raz ostatni film francuskojęzyczny trwale uśmierca we mnie jakąś cząstkę miłości do kina. Życiowe arcydzieło Jacquesa Rivette'a okazuje się być hołdem dla swobody, fantazji, wyobraźni, ekspresji i pozytywnego, radosnego szaleństwa, który to hołd sam w sobie jest jednak czymś niemożebnie męczącym, przytłaczająco infantylnym, sztywnym i zapyziale nagranym. Domyślam się, że jeśli ktoś polubi tytułowy duet bohaterek, odkryje między nimi chemię, zauroczy się nimi i rozgrzeje serce ich swobodą i "uroczą dziecinnością", to jego odbiór filmu będzie diametralnie inny, aczkolwiek nie jestem w stanie zrozumieć, jakim cudem komuś się to faktycznie może przydarzyć. Z mojego punktu widzenia para ta jest koszmarna zarówno jeśli chodzi o koncepcję, jak i o aktorstwo i każda kolejna minuta z nią jest coraz większą męczarnią. Na niewiele się zdają - choć nie na nic, jak widać po ocenie - interesująca konstrukcja meta-fabularna i naprawdę unikalny sposób narracji, które intensyfikują się dopiero pod koniec, jeżeli po połowie filmu czuję się już wyprany z chęci patrzenia na jakikolwiek film na najbliższy tydzień.



3.0/10

Komentarze