Robert Eggers: "Lighthouse"

2019

Choć wreszcie obejrzałem coś nowego, co mnie szczerze usatysfakcjonowało, to fakt, że Lighthouse został i z ogromnym prawdopodobieństwem pozostanie moim ulubionym filmem dekady lat 10. XXI wieku, jest dla mnie jakąś tam porażką kina. Po raz pierwszy chyba w historii zdarza się bowiem dekada, w której najbardziej podobał mi się film niebędący naprawdę nowatorską formą kinematografii, lecz kompilujący walory kilku różnych gałęzi kina wielkiego, ale już ostygłego; mało tego, film nawet świadomie oldskulowy: monochromatyczny i nagrany w niemal kwadratowym formacie obrazu. Jak jednak mogło być inaczej, jeśli z filmów nieco świeższych nic nie zachwyciło, a Robert Eggers nawiązał mniej lub bardziej świadomie do dorobku kilku z moich ściśle ulubionych reżyserów naraz.

Lighthouse od pierwszych kadrów urzeka estetyką, jakiej się dziś w kinie prawie nie spotyka, mocno zbliżoną do największych mistrzów. Kwadratowy kadr, wysmakowane kompozycje, często silna koncentracja na twarzach i psychodeliczny montaż sięgają aż do Bergmana, natomiast niezwykła wrażliwość na światło i na walory wizualne natury oraz przestrzeń, milczenie i samotność świata mają więcej z Tarra. Niewiele tu natomiast z ogniw pośrednich - Tarkowskiego i Angelopoulosa - bo niewiele nabożnego pietyzmu, refleksji i powolności. Trudno tu znaleźć zdjęcia, które można by nazwać przypadkowymi, a surrealistyczne użycie montażu - nienadwyrężane, oszczędzane na kulminacyjne momenty - składa ręce do oklasków.

Poza estetyką mało tu jednak z takiego gatunku nazwisk (choć psychodeliczny charakter filmu kojarzył mi się z rzadka z psychodelią w stylu Bergmana, a fabularnie jest to rzecz o wyraźnych tendencjach symbolistycznych). Zaprezentowane tu studium obłędu z egzystencjalnymi ambicjami, bez jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy szaleństwo bierze się z wpływu sytuacji, czy raczej sytuacja jest tylko mało znaczącym katalizatorem szaleństwa tkwiącego już w człowieku, odnosi już mocniej do Lyncha czy do interpretacji Lśnienia przez Kubricka. Nie jest to obraz tak nowoczesny, postmodernistyczny, lirycznie absurdalny jak najlepsze filmy Lyncha, ale momentami zdradza dorównujące im mistrzostwo w zaburzaniu granicy między rzeczywistością a urojeniami. Eggers robi to z doskonałym wyczuciem tempa (to z kolei jest mocno Kubrickowskie), wychodząc od posępnej i niepokojącej, ale prawdopodobnej fabuły, by stopniowo zaburzać autentyczność poszczególnych składowych rzeczywistości i tożsamość postaci, a ostatecznie pozostawić widza z wątpliwościami, czy nie tylko urojenia są urojeniami, ale wszystko, co widzieliśmy - alegorią. Wyspa, na której rozgrywa się akcja, z biegiem czasu staje się coraz bardziej odcięta od świata, aż w końcu można zacząć mieć wątpliwości, czy jest rzeczywiście częścią tego świata. Mocniej czerpie z tych dwóch reżyserów również podejście do udźwiękowienia filmu, z cudownie zaburzoną granicą między dźwiękiem diegetycznym a dźwiękiem nałożonym, jednocześnie dalsze od kopiowania czegokolwiek niż podejście do estetyki.

To szlachetne zaplecze źródłowe stwarza podwaliny pod elektryzujący, hipnotyzujący, niezwykle klimatyczny i ekspresyjny horror psychologiczny, pełen frenetycznych napięć i eksplicytnych obrazów, pozostawiający po sobie wiele pytań, odciążany w dodatku świetnym czarnym humorem, który chce się obejrzeć ponownie i przeanalizować. Całkowicie osobnym kinowym sukcesem Eggersa jest dodatkowo arcymistrzowska, oldskulowa stylizacja swojej opowieści na sugestywną, złowieszczą marynistyczną baśń, będącą współcześnie zbrutalizowaną trawestacją prozy Edgara Poe i Hermana Melville'a (do której pada nawet bezpośrednie odniesienie - podobieństwo postaci granej przez Dafoe do kapitana Ahaba zauważa inna postać filmowa), z wpływami mitologicznymi, biblijnymi i zapewne wieloma innymi. Reżyser wsparty zostaje jeszcze aktorstwem na wysokim poziomie - gwiezdnym Willema Dafoe i zaskakująco mocnym jak na dotychczasowy dorobek Roberta Pattinsona.

Nie jest to kino progresywne, a tym bardziej nie jest rewolucyjne, ale jest świetne i ciężko mi opisać, jaką ulgą dla mnie jest powiedzieć to o filmie z 2019 roku.



8.5/10

Komentarze