Francis Bacon: "Trzy szkice do portretu Henrietty Moraes"

olej na płótnie / 1963 / Museum of Modern Art, Nowy Jork

Poznałem Francisa Bacona stosunkowo niedawno, ale szybko zapisałem go w głowie jako jednego z bardziej szacownych malarzy XX wieku, udowadniającego, że było w malarstwie jeszcze pole do popisu poza abstrakcją nawet w drugiej połowie stulecia. Można powiedzieć, że w słynnym tryptyku portretowym, poświęconym jego muzie, połączył jakoby wpływy trzech dużego formatu artystów: Rembrandta, Picassa i samego siebie. Picassowska jest tu wizja i kunszt w dekonstrukcji przestrzeni, Rembrandtowski jest transcendentnie głęboki wgląd w ludzką duszę, a od Bacona pochodzi mrok, (choć jak na niego mocno powściągnięty), spontaniczność pędzla w zakresie figuracji i chromatyki oraz ascetyczna kolorystyka.

Pierwsza od lewej część tryptyku wyraźnie różni się od pozostałych: ma wiele z egipskich wyobrażeń faraonów. Nie jest wprawdzie mocno zarysowana, ale za to statyczna, posągowa, charyzmatyczna silnie emanującą poświatą czerwieni, a jej zniekształcenie jest stałe, konkretne; jest jakby reprezentacją elementu stałego, wiecznego w obiekcie portretowanym. Pozostałe dwie części, będące już swoimi wzajemnymi wariacjami, portretują zmienność, ruch, ulotność. I choć krągłe, dynamiczne, grube impasty Bacona przywodzą na myśl ruch jako taki, to nie o ruch fizyczny gra tu idzie przede wszystkim, lecz metafizyczny, jakby malarz starał się uchwycić tę praktycznie nieuchwytną, nieskończenie rozedrganą, niedookreśloną zmienność i złożoność ludzkiej duszy. Portretuje swą postać z różnych perspektyw jednocześnie, podkreślając jedne cechy fizyczne, a inne pomijając całkowicie, mocno rozmazując i wprawiając w ruch jej kontury, zlewając barwy poszczególnych obszarów. Mroczna paleta z bieli, czerni, szarości i ciemnej czerwieni, w tym połyskliwe czarne tła, wprowadzają nastrój introspekcji na tyle głębokiej, by pojawiło się ryzyko dotarcia do rejonów niepokojących. Nie dowiadujemy się nic konkretnego o Henrietcie Moraes, portrety są hermetycznie subiektywne - ale możemy odczuć samą atmosferę i doniosłość aktu wnikania w istotę jej psychiki.

Nie żeby na polu Picassa Bacon Picassa przebił, albo na polu Rembrandta - żeby przebił Rembrandta; brakuje mu do nich raczej sporo. Ale jest to obraz bardzo poetycki, zdecydowanie kunsztowny i dość treściwy. Jak na drugą połowę XX wieku to niebywale dużo.



8.0/10

Komentarze