Miguel de Unamuno: "Mgła"

1914 / tłumaczenie: Edward Boyé

Przeszedłem z tą książką przez dwie fazy, dając się wciągnąć w przewrotną grę autora z czytelnikiem. W pierwszej, dłuższej, widziałem przed sobą trochę nieskładnie napisaną, ekspresyjną powieść z nadmiernie egzaltowanym i przerysowanym głównym bohaterem, sztucznymi dialogami i sztuczną fabułą; powieść, będącą bardziej pretekstem dla twórcy, który przy okazji był filozofem, do trochę nachalnej prezentacji okruchów własnej i cudzej filozofii, w przypadku Unamuna takiej odrobinę małej, aforystycznej. Sądziłem, że dostałem jeszcze jedno potwierdzenie, że o ile powieściopisarzom poetyckie filozofowanie służy, o tyle filozofowie powinni przechodzić odpowiednie testy przed pisaniem powieści. Czyli generalnie średnio-słabo, choć nawet ta faza miała swoisty urok - idiotycznie impulsywny, odrealniony, niepraktyczny charakter bohatera i bajzel fabularny dawały osobliwy efekt, a czasem jest naprawdę zabawnie. 

Później natomiast "Mgła" okazuje się dość awangardowym dziełem, w którym sztuczność świata przedstawionego jest nieprzypadkowa, a Unamuno zaczyna przebijać granicę między fikcją a rzeczywistością, dochodząc nawet do spotkania i dialogu głównego bohatera z samym autorem, co z kolei posłużyło na koniec do bezpretensjonalnej i sugestywnej aluzji do podstawowych kwestii ontologicznych, tajemnicy istnienia i pytania o istotę rzeczywistości. Innymi słowy, z filozofa piszącego powieść Unamuno przekształca się w literata poetyzującego o kwestiach filozoficznych. Mimo wszystko literata bez dużego talentu literackiego i mimo wszystko pierwsze, średnie wrażenie trwało trochę przydługo, ale warto dać szansę tej powieści, zwłaszcza że jest dość krótka i płynie wartko.


6.5/10

Komentarze

Prześlij komentarz