Château de Santenay: Gevrey-Chambertin 2015

Francja / Burgundia / Côte d'Or / Côte de Nuits / Gevrey-Chambertin / 100% Pinot Noir / 13%

Po ponad pięciu latach mam zaszczyt powrócić do Bourgogne, czyli do Burgundii, arcysłynnego regionu winiarskiego, z którego pochodzi jedno z najlepszych win, jakie w życiu piłem, które marzy mi się po nocach i które obrosło w mojej głowie wprost legendą. Dziś może być jeszcze lepiej, bo trafiam do samego serca tego regionu: do Côte de Nuits, części Côte d'Or słynącej z typowych pinot noir. Bardziej esencjonalnie burgundzko niż Côte de Nuits już się nie da, choć ja nie mam przed sobą butelki grand cru ani nawet premier cru, a wino przynależne apelacji gminnej Gevrey-Chambertin. W tych okolicach powstają najdroższe i zapewne najlepsze wina Burgundii: moja butelka też była jak na moje standardy cholernie droga, ale wcale nie ma być jakąś ostateczną emanacją regionu. Pochodzi od producenta Château de Santenay, jednego z największych w Bourgogne, którego uprawy rozciągają się na czternastu różnych apelacjach (siedzibę ma w Côte de Beaunne).




Wspaniała, głęboka rubinowa barwa, jest klarowne. Czarujący, pulsujący, potężny i tajemniczy aromat o nieziemskiej złożoności. Jest owocowy, jak to pinot noir, ale też jak pinot noir te owoce są opowiedziane w spektakularny sposób i nie wprost, rozwijają się na terytoria nieowocowe. Ciężko powiedzieć, czego jest najwięcej, nie umiem wybrać pomiędzy malinami a czerwonymi porzeczkami; poza tym są wiśnie (niewiele mniej), czarne porzeczki, a nawet śliwki. Wszystkie te owoce są tak zazębione z aromatami nieowocowymi: delikatna ziemistość, ewidentne nuty dziczyzny, liście dębu, czerwony pieprz. Gdzieś daleko w tle nawet jałowiec, goździk, lekka ziemistość, szałwia (!). To może być najbardziej złożony i czarujący aromat wina, z jakim się spotkałem. Jest magiczny, naprawdę jak z innego świata, nasuwa myśli o krainach odległych, starych i nieznanych. Raz, że zestaw skojarzeń jest nieskończony, a dwa to kompozycja tego wszystkiego: każde pociągnięcie tego aromatu jest nieco inne, wszystkie te akcenty przechodzą przez siebie, wypychają i przytulają. W smaku aż tak złożone już nie jest, za to bardzo intensywne. Totalnie wytrawne, szlachetnie kwaśne, bardzo mocno cierpkie, całkowicie zawłaszcza sobie kubki smakowe. Tutaj już owoców jest dużo mniej, przeważają te "trudniejsze" akcenty: ziemistość, suszone liście, tytoń, goździki, pieprz, skóra; z owoców zaczynają dominować wiśnie. Podoba mi się w nim kompromis między pełnią i intensywnością a wciąż całkiem wysoką pijalnością: jest potężne, jest złożone, jest intensywne, ale zachowuje sporą dozę subtelności, gładkości i lekkości. Po paru łykach odnajduje się też drobne akcenty jeżynowej z ducha słodyczy.

Fantastyczne wino. Zapach mnie zniszczył, wygrał wszystko; smak za nim do końca nie nadążył. Również znakomity, ale piłem już wina bardziej złożone, głębsze i przyjemniejsze, choć niewiele, a nawet bardzo niewiele. Mam dziwne przeczucie - dziwne, bo po zaledwie dwóch winach - że Burgundia będzie moim numerem jeden ze wszystkich regionów winiarskich świata.


9.5/10

Komentarze