Zacisze. Gorycz ironii i pojednanie
Zacisze to małe osiedle, położone w północno-zachodnim rogu Wielkiej Wyspy i chyba najmniej medialne ze wszystkich tej wyspy części. Administracyjnie funkcjonuje dziś jako część jednostki Zacisze-Zalesie-Szczytniki, ale z tych trzech zostało przyłączone do Wrocławia najpóźniej, w 1928 roku - jako Wilhelmsruhe, czyli w wolnym tłumaczeniu "spokój Wilhelma". Jest niemalże osobnym osiedlem na wodzie. Od północy i wschodu oblewa je Odra, przez którą graniczy głównie z Ołbinem i Karłowicami, na krótkim odcinku również z Kowalami i punktowo z Placem Grunwaldzkim. Z Zalesiem na wschodzie graniczy z kolei przez potok Czarna Woda. Dopiero na południu, gdzie potok ten się urywa, można Zacisze opuścić drogą lądową, nie przez most, i dostać się na Szczytniki.
Narożne położenie na Wielkiej Wyspie, kojarzonej jako całość ze spokojem, odgrodzenie się jeszcze od reszty wyspy dodatkowym potokiem i w końcu willowy charakter osiedla, bo nie ma tu prawie nic poza domami jedno- i wielorodzinnymi oraz garstką ogródków działkowych - wszystko to sugeruje, że nazwa "Zacisze" jest idealnie trafiona. Trafiona była jednak zapewne w przeszłości, podczas gdy dziś osiedle jest najgłośniejszym fragmentem Wielkiej Wyspy. Wszystko za sprawą alei Jana Kochanowskiego, przecinającą osiedle niemal na pół, będącą łącznikiem Mostu Szczytnickiego z Mostami Jagiellońskimi i tym samym jedną z głównych tras północ-południe. Nieliczne przejścia dla pieszych i jeszcze mniej liczne sygnalizatory świetlne sprawiają, że ta stosunkowo niepozorna dwupasmówka jest w praktyce małą autostradą i jej hałas słychać na prawie całym osiedlu. Trochę szkoda, bo poza tym rzeczywiście ma potencjał na bardzo przyjemne, zaciszne osiedle. Nie ma tu wprawdzie takiego bogactwa poniemieckich willi jak na reszcie wyspy, ale można znaleźć jakieś perełki, zwłaszcza pomiędzy wspomnianą dwupasmówką a Czarną Wodą, czyli na wschodzie osiedla.
Również na tym obszarze można odnaleźć jeden z futurystycznych budynków mieszkalnych, zaprojektowanych przez Witolda Lipińskiego - architekta znanego najbardziej z projektu obserwatorium na Śnieżce.
Czy to Zacisze, czy Zalesie, czy może nawet Szczytniki - jest to kwestią sporną, ale ja przyjąłem, że kościół NMP Częstochowskiej mieści się w granicach Zacisza, bo ma to chyba najwięcej sensu. Jest to świątynia naprawdę wyjątkowa, bo nie zawsze świątynią była, co zdarza się bądź co bądź bardzo rzadko. W czasach niemieckich był to pałacyk myśliwski, ufundowany przez księcia Fryderyka Ludwika Hohenlohe-Ingelfingen, założyciela pobliskiego Parku Szczytnickiego. Na początku XX wieku mieszkała tu i prowadziła salon artystyczno-kulturowy Clara Sachs, słynna malarka i członkini bogatego rodu Sachsów. W pałacyku gościli wówczas nawet Richard Strauss, Gerhart Hauptmann czy wielki Gustav Mahler. Na kościół został przerobiony zaraz po wojnie. Poza niezwykłą historią, niezwykła jak na kościół jest też forma - to elegancki, klasycystyczny, podłużny budynek, przypominający od frontu antyczną świątynię, a stosunkowo niedawny remont nadaje mu pogodną aurę. Jedyna jego wada to oszpecenie tympanonu kiczowatą, drewnianą płaskorzeźbą - skrzyżowaniem godła Polski z wizerunkiem Matki Boskiej, która nadawałaby się bardziej na jakąś góralską kaplicę. Antycznie jest również wewnątrz.
Nawet tak uroczy i interesujący punkt jest położony tuż przy alei Kochanowskiego i ciężko poczuć się w nim spokojnie. Jest to jednak na Zaciszu możliwe - trzeba tylko dostać się nad Odrę i podążać nią albo na północ, jeśli ruszy się przy Moście Szczytnickim - wzdłuż tak zwanej Starej Odry...
... albo na zachód, jeśli przy Mostach Jagiellońskich - wzdłuż Kanału Powodziowego. Zwłaszcza północne wybrzeże jest atrakcyjne - nie tak zasłonięte drzewami i z przyjemnym widokiem na groblę oddzielającą Kanał Powodziowy od Kanału Żeglugowego. Nie są to najlepsze nadodrzańskie wały w mieście, ale jak wszystkie nadodrzańskie wały są co najmniej bardzo przyjemne.
Warto dojść na cypel Zacisza w jego północno-zachodnim rogu. Niewiele jest tak zaostrzonych cypli na Odrze, na które da się bez problemu dostać. Po prawej Karłowice, po lewej Ołbin, z tyłu dwie odnogi Odry, a na wprost Mosty Warszawskie i sunące po nich w tę i z powrotem tramwaje. Znów - to nie jakaś najlepsza nadodrzańska miejscówka we Wrocławiu, ale warto chociaż raz ją odwiedzić, jeśli mieszka się w tym mieście dłuższy czas.
Jako osiedle w sensie ścisłym jest więc Zacisze najmniej atrakcyjne z całej Wielkiej Wyspy, ale za to ma jedną dużą zaletę - najdłuższy dostęp do Odry. I tylko nad Odrą może stać się na chwilę pełnoprawnym Zaciszem przez wielkie "Z". Tak oto, witając przyjezdnego gorzkim uśmiechem ironii w postaci samochodowego hałasu, po bliższym poznaniu okazuje się choć częściowo zasługiwać na swoją nazwę.































Komentarze
Prześlij komentarz