Zacisze. Gorycz ironii i pojednanie

Wrocław jest miastem bardzo dużym. Ciężko tak naprawdę ustalić faktyczną liczbę jego mieszkańców, ale najprawdopodobniej lekką ręką mieści się w pierwszej czterdziestce Europy i walczy o pierwszą trzydziestkę. Jak każde miasto takich rozmiarów bywa zgiełkliwy, ale też mnóstwo w nim obszarów spokojnych, zacisznych, idealnych dla ludzi pragnących żyć w dużym mieście, ale trybem bardziej małomiasteczkowym. Znaczna większość nazw wrocławskich osiedli, zwykle niewiele mówiących w ogóle, nie zapowiada takiego charakteru miejsca. Jest jeden wyjątek - Zacisze, które jednak zapowiada ten charakter dość kłamliwie.

Zacisze to małe osiedle, położone w północno-zachodnim rogu Wielkiej Wyspy i chyba najmniej medialne z osiedli Wielkiej Wyspy. Administracyjnie funkcjonuje dziś jako część łączonego osiedla Zacisze-Zalesie-Szczytniki, ale z tych trzech zostało przyłączone do Wrocławia najpóźniej, w 1928 roku jako Wilhelmsruhe, czyli w wolnym tłumaczeniu "spokój Wilhelma". Jest niemalże osobnym osiedlem na wodzie. Od północy i wschodu oblewa je Odra, przez którą graniczy głównie z Ołbinem i Karłowicami, na krótkim odcinku również z Kowalami i punktowo z Placem Grunwaldzkim. Z Zalesiem na wschodzie graniczy z kolei przez potok Czarna Woda. Dopiero na południu, gdzie potok ten się urywa, można Zacisze opuścić drogą lądową, nie przez most, i dostać się na Szczytniki.

Narożne położenie na Wielkiej Wyspie, kojarzonej jako całość ze spokojem, odgrodzenie się jeszcze od reszty wyspy dodatkowym potokiem i w końcu willowy charakter osiedla, bo nie ma tu prawie nic poza domami jedno- i wielorodzinnymi oraz garstką ogródków działkowych - wszystko sugeruje, że nazwa Zacisze jest idealnie trafiona. Trafiona była jednak zapewne w przeszłości, podczas gdy dziś Zacisze jest najgłośniejszym fragmentem Wielkiej Wyspy. Wszystko za sprawą alei Jana Kochanowskiego, przecinającą osiedle niemal na pół, będącą łącznikiem Mostu Szczytnickiego z Mostami Jagiellońskimi i tym samym jedną z głównych tras północ-południe. Nieliczne przejścia dla pieszych i jeszcze mniej liczne sygnalizatory świetlne sprawiają, że ta stosunkowo niepozorna dwupasmówka jest w praktyce małą autostradą i jej hałas słychać na prawie całym osiedlu.

Trochę szkoda, bo poza tym rzeczywiście ma potencjał na bardzo przyjemne, zaciszne osiedle. Nie ma tu wprawdzie takiego bogactwa poniemieckich willi jak na reszcie wyspy, ale można znaleźć jakieś perełki, zwłaszcza pomiędzy wspomnianą dwupasmówką a Czarną Wodą, czyli na wschodzie osiedla.






Również na tym obszarze można odnaleźć jeden z futurystycznych budynków mieszkalnych zaprojektowanych przez Witolda Lipińskiego - architekta znanego najbardziej z projektu obserwatorium na Śnieżce.

Czy to Zacisze, czy Zalesie, czy może nawet Szczytniki - jest to kwestią sporną, ale ja przyjąłem, że Kościół Matki Bożej Częstochowskiej mieści się w granicach Zacisza, bo ma to chyba najwięcej sensu. Jest to kościół naprawdę wyjątkowy, bo nie zawsze był kościołem, co zdarza się bądź co bądź bardzo rzadko. W czasach niemieckich był to pałacyk myśliwski, ufundowany przez księcia Fryderyka Ludwika Hohenlohe-Ingelfingen, założyciela pobliskiego Parku Szczytnickiego. Na początku XX wieku mieszkała tu i prowadziła salon artystyczno-kulturowy Clara Sachs, słynna malarka i członkini bogatego rodu Sachsów. W pałacyku gościli wówczas nawet Richard Strauss, Gerhart Hauptmann czy wielki Gustav Mahler. Na kościół został przerobiony zaraz po wojnie. Poza niezwykłą historią, niezwykła jak na kościół jest też forma - to elegancki, klasycystyczny, podłużny budynek, przypominający od frontu antyczną świątynię, a stosunkowo niedawny remont nadaje mu pogodną aurę. Jedyna jego wada to oszpecenie tympanonu drewnianą płaskorzeźbą - skrzyżowaniem godła Polski z wizerunkiem Matki Boskiej, która nadawałaby się bardziej na jakąś góralską kaplicę. Antycznie jest również wewnątrz.





Nawet tak uroczy i interesujący punkt jest położony tuż przy alei Kochanowskiego i ciężko poczuć się w nim spokojnie. Jest to jednak na Zaciszu możliwe - trzeba tylko dostać się nad Odrę i podążać nią albo na północ, jeśli ruszy się przy Moście Szczytnickim - wzdłuż tzw. Starej Odry... 





... albo na zachód, jeśli przy Mostach Jagiellońskich - wzdłuż Kanału Powodziowego. Zwłaszcza północne wybrzeże jest atrakcyjne - nie tak zasłonięte drzewami i z przyjemnym widokiem na groblę oddzielającą Kanał Powodziowy od Kanału Żeglugowego. Nie są to najlepsze nadodrzańskie wały w mieście, ale jak wszystkie nadodrzańskie wały są co najmniej bardzo przyjemne.







Warto dojść na cypel Zacisza w jego północno-zachodnim rogu. Niewiele jest tak zaostrzonych cypli na Odrze, na które da się bez problemu dostać. Po prawej Karłowice, po lewej Ołbin, z tyłu dwie odnogi Odry, a na wprost Mosty Warszawskie i sunące po nich w tę i z powrotem tramwaje. Znów - to nie jakaś najlepsza nadodrzańska miejscówka we Wrocławiu, ale warto chociaż raz ją odwiedzić, jeśli mieszka się w tym mieście dłuższy czas.





Jako osiedle w sensie ścisłym jest więc Zacisze najmniej atrakcyjne z całej Wielkiej Wyspy, ale za to ma jedną dużą zaletę - najdłuższy dostęp do Odry. I nad Odrą może stać się na chwilę pełnoprawnym Zaciszem przez wielkie "Z".

Komentarze