Strachowice. Ostatni oddech przed odlotem

Z niespełna osiemdziesięciu osiedli Wrocławia nieco ponad trzydzieści to osiedla graniczne, przez które da się na oficjalny teren tego miasta wjechać albo przynajmniej wejść. Ciężko byłoby więc wybrać jakieś naczelne osiedle wejściowo-wyjściowe, tak zresztą jak dla prawie każdej większej miejscowości świata. Jeśli jednak spojrzeć na sprawę nieco szerzej, za najważniejszą bramę można by uznać Strachowice. To bowiem jedyne miejsce, w którym można do Wrocławia wkroczyć lub go opuścić nie tylko z terytorium okolicznych powiatów województwa dolnośląskiego, ale też z wielu innych miejsc na świecie, w tym nawet z innych kontynentów.

Pierwotnie Strachowice były folwarkiem wiejskim, po raz pierwszy wzmiankowanym w 1305 roku. W czasach niemieckich nazywały się Strachwitz, przy czym w 1937 roku przemianowano je na Schöngarten w myśl nazistowskiej praktyki rugowania nazw pochodzących z języka polskiego (w tym przypadku od słowa "strach"). Do miasta zostały przyłączone w ostatniej jak do tej pory paczce nowych osiedli, w 1973 roku. Dziś nie są samodzielną jednostką z administracyjnego punktu widzenia, lecz stanowią część jednostki Jerzmanowo-Jarnołtów-Strachowice-Osiniec, mimo że same w sobie są jednym z największych historycznych osiedli całego Wrocławia. Graniczą z Jerzmanowem, Muchoborem Wielkim i Żernikami, od południa wyznaczając granicę miasta. Warto dodać, że na ich terenie - na północnym krańcu, wciskającym się między Jerzmanowo a Żerniki - znajduje się legendarny Osiniec, który widnieje w oficjalnej nazwie tej większej jednostki. To malutka osada, która nie była nawet nigdy osobną wsią, a raczej kolonią Strachowic właśnie. Jest jednak zjawiskiem na tyle planktonowym, że ani System Informacji Przestrzennej, ani ja nie traktuję go jako osobny byt.

Strachowice są więc jednym z największych osiedli, ale bardziej na mapie niż w rzeczywistości dla przeciętnego mieszkańca. Większość ich powierzchni zajmuje bowiem rozległy teren portu lotniczego, funkcjonującego praktycznie nieprzerwanie od 1938 roku i obecnie jedynego we Wrocławiu. Dodatkowo spora część reszty Strachowic to puste pola i trochę ogródków działkowych, a nad budynkami mieszkalnymi przeważają firmy, zwłaszcza związane z motoryzacją. Domów jest właściwie garstka. Nawet w połączeniu z Jarnołtowem i Jerzmanowem Strachowice były w 2017 roku piątym najmniej zaludnionym osiedlem Wrocławia, przy czym nawet wśród tych trzech składowych są zaludnione najmniej. I ciężko się temu w zasadzie dziwić: hałas generowany przez lotnisko, hałas generowany przez drogi dojazdowe do lotniska, brak sensownej infrastruktury "dla człowieka" i nawet spora odległość do pokonania na nogach w celu dojścia do normalniejszego osiedla - zupełnie to nie zachęca do mieszkania.

Paradoksalnie w sercu osiedla znajduje się miejsce bardzo przyjemne, którego mogłoby pozazdrościć Strachowicom naprawdę sporo osiedli zaludnionych dużo gęściej, wręcz sypialnianych. To Park Strachowicki - mały, choć jeszcze nie kieszonkowy kawałek zieleni, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie mimo najgorszej możliwej chwili do oglądania przyrody - całkowitego zachmurzenia, nieprzyjemnego wiatru i braku liści albo śniegu na drzewach. Jego punkty kluczowe to drzewo-pomnik przyrody, spektakularnie porośnięte hubami, oraz naprawdę urokliwe oczko wodne, połączone z potokiem Ługowiną, który zresztą dzisiaj na Strachowicach ma swoje źródło (wpada do Odry dopiero na Maślicach). Poważną wadą parku jest bezpośrednie sąsiedztwo ulicy Granicznej - głównej drogi dojazdowej na lotnisko z centrum - która naturalnie odbiera mu spokój. Nie jest to park, do którego przyjeżdżałbym specjalnie, ale kto wie - może kiedyś wyjadę na lotnisko pół godziny wcześniej, żeby przed lotem wstąpić tu i zażyć trochę kontaktu z naturą.












Najpoważniejszą łączność Strachowic z przeszłością reprezentuje szereg dużych budynków z charakterystycznymi niemieckimi oknami strychowymi, oglądanych w różnych miejscach Wrocławia zwykle w mniejszym formacie. Znajdują się przy ulicy Cichociemnych i należą dziś do Wrocławskiej Brygady Radiotechnicznej.


Poza tym Strachowice to już głównie lotnisko, czy mówiąc trochę niepoprawnie dwa lotniska, a poprawniej - dwa terminale (a hiperpoprawnie: dwa terminale jednego portu lotniczego). Starszy, funkcjonujący do 2012 roku, przypomina dziś (gdy pamięta się, jak wygląda nowy) bardziej dworzec autobusowy, ale budzi we mnie jakiś tam drobny sentyment.


Nowy jest jednak bezkonkurencyjny, mimo upływu prawie dziesięciu lat wciąż wygląda bardzo nowocześnie. To naprawdę przyjemny kawałek współczesnej architektury - może nie bardzo ciekawy, może nie artystyczny, ale przyjemny i po prostu jeden ze ściśle najlepszych we Wrocławiu.




Strachowice to więc właściwie trochę anty-osiedle, bo nie sprawia wrażenia, jakby ktoś się tu faktycznie kiedykolwiek osiedlił; poza paroma śmiałkami. Jest to miejsce bardzo utylitarne i mimo ładnego parku trochę jednak bezduszne. A jednak ze zrozumiałych względów mam wielką nadzieję, że będę na Strachowicach pojawiał się w miarę często w swoim życiu.

Komentarze