Świniary. Wrocław jako wieś folwarczna
Świniary są drugim najbardziej wysuniętym na północ osiedlem miasta; przegrywają z Praczami Odrzańskimi dosłownie o parę metrów. Graniczą jedynie z Rędzinem i Lipą Piotrowską. Jako że od Rędzina oddzielone są polami irygacyjnymi, dostać się na nie można od strony wrocławskiej jedynie od Lipy Piotrowskiej, która już sama w sobie jest osiedlem dość wiejskim i peryferyjnym. Co więcej, po minięciu Lipy trzeba przejechać jeszcze prawie półtora kilometra pomiędzy polami, zanim Świniary jako osada mieszkalna na dobre się zaczną. W tym sensie są też jednak tym zdecydowanie najbardziej północnym osiedlem, bo nikt we Wrocławiu tak daleko na północ nie mieszka: północne tereny Praczy czy też bardzo mocno wysuniętego Rędzina są zupełnie niezamieszkałe. Koniec końców wrażenie, że granice miasta ma się już dawno za sobą, jest na tym osiedlu silne jak niemal nigdzie indziej we Wrocławiu - jeszcze zanim człowiek się rozejrzy.
A gdy się rozejrzy, wrażenie wiejskości się mocno spotęguje. Świniary, przyłączone do miasta w 1973 roku, były wsią z historią sięgającą co najmniej 1266 roku (za czasów niemieckich miało różne nazwy; najdłużej utrzymywała się Schweinern, jako ostatnia Weidenhof). W praktyce wsią pozostały. Owszem, główna ulica osiedla jako wylotówka na Oborniki Śląskie jest dość ruchliwa i jeżdżą po niej miejskie autobusy, ale reszta nie ma wiele wspólnego z miastem. Dominuje typowo wiejska zabudowa mieszkalna, jest typowo wiejski kościół, mroczne pozostałości PGRu, nie brakuje zagród ze zwierzętami hodowlanymi, a poza główną ulicą odnajduje się sielankowy spokój. Sporo zabudowy jest zaniedbanej, mocno nadgryzionej upływem czasu; wrażenie zadupia jest oczywiste, ale sumarycznie to naprawdę sympatyczne, przyjemne miejsce - i paradoksalnie ciekawsze niż niejedno wrocławskie osiedle, a w kategorii osiedli ościennych - nawet jedno z najciekawszych. W dodatku jedno z największych, ale ogromną jego część pokrywają puste pola, w tym w dużej części irygacyjne.
W centrum wsi stoi uroczy, zadbany kościół św. Jadwigi Śląskiej, reprezentujący wiejską, uproszczoną interpretację połączenia romanizmu z gotykiem, niedawno odnawiany. To nic wymyślnego, ale podoba mi się jego prosta, harmonijna bryła i ceglane wstawki. Kościół stał tu od setek lat, przy czym obecny został zbudowany w 1892 roku. Zadbana jest też plebania i jej teren. Pasuje to wszystko doskonale do wiejskiego-miejskiego osiedla.
Warto zwrócić uwagę na typowo śląski, również odnowiony budynek rady osiedla, w którym przed wojną mieściła się gospoda: Gasthaus zur Friedenseiche.
Osiedle ma własną stację kolejową Wrocław-Świniary, najbardziej północną ze wszystkich stacji w mieście. Stacja jest również zadbana, aczkolwiek z braku sztafażu architektonicznego - nieinteresująca. Ciekawy wątek kolejowy można za to odnaleźć jeszcze bardziej na północ, już tuż przy granicy Wrocławia, gdzie stoi niemal zrujnowany, lecz jakże klimatyczny drewniany dom dróżnika z XIX wieku.
Nie po to wszystko jednak przyjeżdża się na Świniary, lecz by zobaczyć posępną, mroczną bryłę Pałacu Stolbergów, ukrytego w zapuszczonym przypałacowym parku. Pałac powstał w 1845 roku z inicjatywy hrabiego Bernharda Josepha von Stolberg-Stolberg. Jeszcze pod koniec XIX wieku przestał pełnić funkcje pałacowe, przekształcony na ośrodek dla rekonwalescentów, zaadaptowany przez Richarda Plüddemanna - twórcę między innymi Hali Targowej. Po wojnie mieszkali tu pracownicy PGRu, którego opuszczone hale stoją na dróżce do pałacu. Dzisiejszy stan budowli jest przygnębiający, a jeszcze bardziej niż zewnętrzna powłoka przygnębia to, co prześwituje z okien - tony gruzu, zawalone stropy i generalny syf. Ale to wciąż imponujący neogotycki gmach, którego nie można nawet nazwać ruiną, bo mury są niemal nietknięte. W niektórych pomieszczeniach zachowały się nawet oryginalne sklepienia ze zwornikami. Boli tym bardziej jego osamotnienie - teraz jeszcze nie jest za późno, żeby go uratować, ale każdy rok przybliża definitywny koniec.
Powyższe zdania nieco ponad trzy lata po ich napisaniu miały okazać się meta-prorocze. 16 czerwca 2024 roku w pałacu wybuchł pożar, który jeszcze pogorszył jego stan. Wciąż jednak stoi i jakoś się trzyma.
Trzeba na koniec podkreślić, jeśli nie wybrzmiało to wystarczająco, że Świniary nie są bynajmniej miejscem wyjątkowym na mapie Wrocławia. Wieś potrafi być żywa na jeszcze niejednym osiedlu. Na tym jest chyba jednak najżywsza i najbardziej esencjonalna - i dlatego Świniary konstytuuje jako wyjątkowo ważny punkt odwiedzin dla wnikliwego wrocławianina, który musi się przekonać, jak szerokim pojęciem jest "miasto".





























Bardzo ciekawe wpisy. Nie ujawniam się często, ale śledzę regularnie. Ten blog jest takim kameralnym miejscem w internecie. Od malarstwo, przez alkohole, po zakamarki Breslau. Powtórzę się, ale podoba mi się koncepcja i formuła podawania wiedzy.
OdpowiedzUsuńTeż się powtórzę, ale strasznie mi miło i naprawdę jestem wdzięczny za takie komentarze. Cieszę się zawsze słysząc, że komuś taka formuła odpowiada, bo nie oszukuję się i wiem, że większości ludzi jednak nie porwie. I to większości z tej garstki, która w ogóle rzuci okiem.
UsuńAlkohol powraca do menu już na początku maja i jeśli dobrze pamiętam wymianę zdań w komentarzach jakiś czas temu, możesz być zainteresowany tym co szykuję :)
To właśnie dzięki Twojemu blogowi zainteresowałem się malarstwem. Jest to największa wartość dodana, jaką do tej pory wyniosłem dzięki formule Twoich wpisów. Równiez z Twojej relomendacji nabyłem już 6 tomow "Malarstwa Białego Człowieka". Podzielam Twoje zainteresowania i dlatego lubię tu zaglądać. Nie wiem, ile osób tu zagląda, ale robisz kawał dobrej roboty. Wiadomo, że głównie dla siebie tworzysz zestawienia, rankingi i treści, aby porządkować i systematyzować, ale tym lepiej, bo można z tego wybierać po swojemu.
UsuńNaprawdę niewiarygodnie miło mi coś takiego słyszeć. Przyjemnej lektury, sądzę, że taka będzie :)
Usuń