Cantillon: Lou Pepe Framboise

Framboise / 5% / 2015 rocznik / zabutelkowane 7 maja 2018

Wielki Czwartek postanowiłem uczcić wyjątkowo i drżą mi ręce z ekscytacji. Dzieje się tak zawsze, gdy mam wypić nowe piwo z Cantillon (po prawdzie jak mam wypić jakieś, które już piłem, to też mi trochę drżą), zwłaszcza piwo z owocami, bo to właśnie w owocowych lambikach browar z Brukseli jest dla mnie niedoścignionym arcymistrzem. Lou Pepe to seria szczególnie ekskluzywnych i ciężko dostępnych piw z Cantillon, w której skład wchodzą również Gueuze i Kriek. Co do Framboise, które mam przed sobą, to powstaje z mieszanki młodego i dwuletniego piwa z dodatkiem 300 gramów malin na litr piwa (podstawowe framboise z Cantillon, Rose de Gambrinus, ma 200 na litr). Starsze piwo do mojej butelki powstało w 2015 roku, czyli w roku, kiedy póki co jedyny raz miałem okazję gościć w Cantillon.




Olśniewająca, głęboko czerwona barwa i różowawa piana, przepiękne. Zapach jest równie piękny co wygląd, a może piękniejszy: jednocześnie przeładowany malinami, dość słodkimi, takimi wręcz troszkę konfiturowymi, i jakby skropionymi sokiem z cytryny - a jednocześnie mnóstwo tu pięknego, wiejskiego lambika; właśnie wiejskiego bardziej niż dzikiego, dominują nuty dość świeżego siana i ziemistości, funk jest obecny i niemały, ale nie zyskuje więcej niż 1/3-1/4 krajobrazu; wpadają też akcenty kojarzące mi się z innymi niż maliny owocami, szczególnie z dziką różą i czerwonymi porzeczkami. Przepiękny, intensywny, a zarazem subtelny. W smaku okazuje się nie tyle przedłużeniem, co fabularną kontynuacją zapachu. Jest arcydziełem smaków podstawowych: bardzo kwaśne, elegancko cierpkie, co zrównoważone zostało słodkawym akcentem od malin (lub słodu, kto wie), przy czym generalnie jest to dość wytrawne piwo, czego się po zapachu nie spodziewałem. Nie jest tu już aż tak malinowe jak w aromacie, choć wciąż malinowe bardzo. Nie aż tak złożone jak w aromacie, zdecydowanie, ale wciąż znakomite.

Kolejne przewspaniałe piwo z owocami z Cantillon. Do takiego Fou' Foune'a się co prawda nie umywa, a i liczyłem na trochę silniejszą przewagę nad podstawowym framboise czy kriekiem, szczególnie od tego pierwszego wcale nie jest jakoś znacznie lepsze, ale pod względem samego aromatu to już może być najpiękniejszy lambik, z jakim się spotkałem. Jest potencjał na leżak, również.


9.0/10

Komentarze