Wojnów. Przygaszona woń orientu

To, że miasto nie jest topograficznie zjawiskiem symetrycznym, łatwo odczuć już po szybkim rzucie oka na mapę. Wrocław rozrósł się na przykład nieproporcjonalnie mocno na zachód, biorąc za punkt wyjściowy Stare Miasto - mniej więcej dwa razy mocniej niż na inne strony świata. Ale wnikliwsza analiza pozwala jeszcze stwierdzić, że również charakter miasta jest co do zasady inny na jego czterech rubieżach. Osiedla graniczne rzeczonego zachodu to przede wszystkim królestwo przyrody: są tam trzy lasy, z czego dwa jak na miasto ogromne (całkiem logicznie, skoro w największym oddaleniu od centrum). Północ zachowała najbardziej wiejski charakter: Świniary, Polanowice, Pawłowice czy Widawa to jedne z najbardziej wiejskich fragmentów miasta. Południe jest z kolei zdecydowanie najbardziej miejskie: nie tylko pojedyncze domostwa, ale wręcz całe deweloperskie blokowiska dochodzą tam aż do miejskich granic, a nawet potrafią się ciągnąć jeszcze poza nimi. Wschód natomiast ma najmniej wyrazisty wspólny mianownik; być może należałoby za taki uznać połączenie po trochu wszystkich trzech wyżej wymienionych. Dobrze obrazuje to Wojnów - najbardziej wysunięty na wschód kawałek całego Wrocławia.

Współcześnie Wojnów nie jest oficjalnie osobnym bytem, lecz częścią jednostki administracyjnej Strachocin-Swojczyce-Wojnów. Patrząc na to, że do miasta został przyłączony dopiero w 1951 roku, podczas gdy Strachocin i Swojczyce, z którymi graniczy (poza tym jeszcze tylko z Opatowicami, przez Odrę), już w 1928, można by intuicyjnie zakrzyknąć, że nie zawsze tak było i na pewno przez wieki musiał być osobną wsią. Paradoksalnie jednak nie był - stał się nią dopiero właśnie w 1928 roku, kiedy to zachodni Drachenbrunn, czyli współczesny Strachocin, dostał się w obręb granic miasta, a jego wschodnia część pozostała jeszcze poza nimi. Tą wschodnią częścią Strachocina jest dzisiejszy Wojnów. Co zabawne, wschodnie kresy Wrocławia tuż po wojnie zostały zasiedlone repatriantami z kresów: ze wsi Dublany pod Lwowem i właśnie Dublanami ten teren został nazwany; dopiero w 1947 roku zmieniono nazwę na obecną.

Związek ze Strachocinem pozostał wybitnie silny do dziś. Nie tylko trudno zauważyć, kiedy kończy się jedno, a zaczyna drugie osiedle, jadąc ulicą Strachocińską, wylotówką z Wrocławia na bardzo drapieżnie zasiedlane wschodnie wsie jak Kamieniec Wrocławski czy Dobrzykowice. Przede wszystkim osiedla te współdzielą swoją główną atrakcję, czyli Las Strachociński, mniej więcej w równych proporcjach (paradoksalnie ta trochę większa część jest właśnie na Wojnowie). Poza lasem, reprezentującym tu pierwiastek zachodni, jest jeszcze część mieszkalna, która reprezentuje jednocześnie północny i południowy. Północny, bo charakter wsi ciągle się jakiś zachował, zwłaszcza że ciągle zachowało się trochę pól, a południowy, bo jest też już sporo nowego budownictwa. Miejskość i wiejskość przeplatają się tu bardzo równomiernie.

O obszarze polnym (lub może polno-działkowym - to właśnie wojnowskie ogródki działkowe wysuwają się na wschód najmocniej ze wszystkiego) siłą rzeczy ciężko w ogóle wspominać. Obszar mieszkalny jest bardzo przyjemny, dość zadbany, wyluzowany; jest na nim trochę imponujących willi, czy to imponujących estetyką, czy oryginalnością. Jest też wszak, nie da się ukryć, zupełnie nieciekawy; wieś się za mocno rozrzedziła, miasto jeszcze nie zagęściło.





Pierwszym i ostatnim atrybutem Wojnowa jest więc Las Strachociński. Las to zjawisko wprawdzie nie bez precedensu w skali całego miasta, ale w skali wschodniej części Wrocławia już w przybliżeniu tak. Ten rozciąga się na około dwustu hektarach. Nie jest to byle przypadkowa kępka drzew - ma nawet własną legendę ze smokiem w roli głównej, od której zyskał nazwę alternatywną: "Smoczy Las". W części wojnowskiej, nie tylko paradoksalnie większej, ale też paradoksalnie bardziej cywilizowanej (paradoksalnie, bo tu jest wszak dalej od centrum miasta), łączy walory nieco dzikszej niż parkowa przyrody z jasno wytyczonymi, łatwymi do przejścia ścieżkami. Nawet w zimowy, aczkolwiek słoneczny dzień, oddycha spokojem i jest przyjemną odskocznią od miejskiego życia.



Ja zacząłem swój spacer od granicy ze Strachocinem, wchodząc z ulicy Wykładowej na groblę Janowicko-Swojczycką i podążając nią na południe, spoglądając na dość malowniczy widok łąki, granicznej między tymi dwoma osiedlami. Jeden z ciekawszych punktów mieści się tuż po zejściu z grobli w las: to urocza sadzawka będąca rozszerzeniem rzeki Piskornej, która ma nawet swoją oficjalną i dość szumną nazwę: Jezioro Leśne.



Podążając ścieżką na południe, dotarłem do mostku na tej rzece i zaraz potem nad Odrę. Niestety Odra jest tu trochę zadrzewiona i o spacerze wzdłuż rzeki nie ma mowy - można po prostu wbijać się między drzewa, patrzeć, następnie zawracać i iść dalej.






Od Odry oddziela las spora łąka. Przekroczywszy ją, wróciłem w leśne ostępy i przeszywając las na wskroś, dotarłem z powrotem na groblę Janowicko-Swojczycką, od południowego wschodu będącą granicą miasta, oddzielającą je od wsi Łany.






Nie oszukujmy się; Wojnów nie jest najbardziej wyrazistym osiedlem Wrocławia, a może nawet należałoby powiedzieć, że jest w czołówce tych najmniej wyrazistych. Jako taki jest dobrym reprezentantem swojej strony świata, która we Wrocławiu czasem jakby nie mogła się zdecydować, jaka chce być. Ale w osiedlach miejskich niekoniecznie chodzi o to, by były wyraziste i by jakiś kronikarz mógł je łatwo odmalowywać, wskazując na ich charakterystyczne rysy. I gdybym miał zamieszkać na którymś z czterech wrocławskich osiedli, wysuwających się najmocniej na cztery strony świata, najprędzej zamieszkałbym właśnie na wypośrodkowanym Wojnowie.

Komentarze