Wojszyce. Nijakość, funkcjonalność i osmoza

Raczej rzadko się zdarza, by dwa sąsiadujące ze sobą osiedla Wrocławia różniły się od siebie jak ogień od wody; miasto zmienia się stopniowo. By dostrzec nie tylko podobieństwa, ale całą gradację, trzeba wziąć pod lupę co najmniej trzy osiedla i zobaczyć, jak środkowe z nich ma się do swoich sąsiadów. Przykładem ilustrującym tę osmozę są Wojszyce, wciśnięte między Ołtaszyn a Jagodno i będące jakby skrzyżowaniem tych dwóch.

Wojszyce są jednym z najbardziej wysuniętych na południe osiedli miasta, choć nieco mniej od wspomnianej dwójki sąsiadów, otaczających je od zachodu i wschodu. Poza tym graniczą jeszcze na północy z Gajem, przez towarowy wiadukt kolejowy, i punktowo z Tarnogajem. Na południu Wrocław się kończy, a zaczyna wieś Radomierzyce. Wojszyce też oczywiście były kiedyś wsią, wzmiankowaną już w 1249 roku jako Woysici, przynajmniej w pewnym okresie należącą do wrocławskich joannitów. Do miasta przyłączono je w 1951 roku, tak samo jak Ołtaszyn i Jagodno.

I tak samo jak Ołtaszyn, jest osiedlem zdominowanym przez zabudowę domków jednorodzinnych i wyposażonym w ogródki działkowe. Tak samo jak Jagodno, sporą część osiedla pokrywają jeszcze puste pola (jeszcze, bo tak samo jak na Jagodnie można się tu spodziewać drapieżnej rozbudowy przez deweloperów). Podobnie jak w obu przypadkach, mamy tu jedną główną, bardzo ruchliwą, często zakorkowaną ulicę (Grota-Roweckiego), a poza tym już właściwie tylko odnogi. Od Ołtaszyna Wojszyce szczęśliwie przejmują dość przyjazny, kameralny, spokojny charakter osiedla domków, szeregówek i cichych uliczek; nieszczęśliwie nie przejmują zaplecza gastronomicznego i ciekawych zabytków. Od Jagodna, na odwrót, biorą niestety straszliwą nijakość i ubogie usługi, a na szczęście nie biorą koszmarnych deweloperskich blokowisk i swoistej sztuczności. Nie są wprawdzie aż tak sympatyczne jak Ołtaszyn, ale też nie są aż tak bezdusznie bezpłciowe i odarte z infrastruktury jak Jagodno. Chyba jedyną cechą, która nie jest cechą pośrednią między tymi sąsiadami, jest nieco silniej zachowany charakter dawnej wsi - to znaczy dalej nie ma go już prawie wcale, ale zostało jeszcze sporo dawnych budynków gospodarskich, które wyglądają nieco groteskowo w towarzystwie nowych, "prestiżowych" mikro-osiedli.




Nieliczne tylko punkty na osiedlu nadają się na wyszczególnienie, a i to trochę na siłę. Wojszyce mają swój park - Park Wojszyce - utworzony niedawno pomiędzy zabudową dość nowych osiedli szeregówek. Czy faktycznie zasługuje na zaszczytne miano parku, czy raczej jest to po prostu skwer, zostawiam do oceny - ja skłaniam się bardziej ku drugiej wersji.



Wieś Wojszyce - jak to często na Dolnym Śląsku, ulicówka - ciągnęła się kiedyś nie wzdłuż dzisiejszej głównej ulicy miasta - Grota-Roweckiego - lecz wzdłuż równoległej ulicy Pawiej, gdzie ciągle zostało sporo gospodarskich zabudowań, często w opłakanym stanie. I to Pawia, otulona szpalerami dorodnych drzew, jest największym źródłem piękna - choć naturalnie bardziej wtedy, gdy na drzewach są liście, a na niebie słońce.




Jednym z najbardziej wyrafinowanych estetycznie punktów osiedla jest budynek z renesansowym szczytem na rogu Pawiej i Przystankowej, gdzie obecnie mieści się szkoła podstawowa, a od przełomu XIX i XX wieku mieścił się Etablissement Zur Erholung, kompleks wypoczynkowo-rozrywkowy z gospodą w roli głównej. Porównanie starych i nowych zdjęć obiektu jest dość przykre.

Budynkiem najbardziej rzucającym się w oczy na Wojszycach jest natomiast Kościół Najświętszego Zbawiciela z drugiej połowy lat 80., wart odnotowania jako jeden z najsilniejszych kandydatów w konkursie na najbrzydszy kościół całego Wrocławia (konkursu, który wygrać nie jest łatwo). Wygląda, jakby architekt nie tylko był kiepski, ale dodatkowo pijany w trakcie projektowania; naprawdę paskudny (a jednocześnie ciągle nijaki) kloc, gdzie nic do niczego nie pasuje.





Wojszyce są jednym z najmniej nadających się do zwiedzania osiedli w całym mieście. O ile ktoś nie gustuje w szpetnych kościołach, to właściwie nie nadają się w ogóle. Ale myślę też, że o ile ktoś nie ma problemu z tym, że do najbliższej sensownej knajpy lub parku trzeba kawałek podejść, to całkiem nieźle nadają się do życia. Choć trzeba niestety przyznać, że w konkursie nijakości są dużo mocniejszym kandydatem niż w konkursie funkcjonalności.

Komentarze