Powiat strzeliński. Granit i groteska

Nie obiecywałem sobie zbyt wiele po powiecie strzelińskim: uproszczony research, jakiego dokonałem przed rozpoczęciem kompleksowego zwiedzania Dolnego Śląska, powiedział mi, że to jeden z najmniej obfitych w atrakcje powiatów województwa. Postąpiłem rozsądnie, bez dwóch zdań. Ostatecznie ciężko mi będzie zapamiętać ten region bardzo pozytywnie, ale też ciężko będzie mi go nie zapamiętać. Dostarczył mi paru obrazów, których za prędko się nie pozbędę z umysłu, choć niekoniecznie przez szeroko rozumiane piękno, jak to zwykle bywa w podróżach. Niekoniecznie też przez szeroko rozumianą brzydotę. Najczęściej przez osobliwość połączenia pierwszego z drugim: przez czasem przykry, czasem intrygujący, przez nikogo niezamierzony polistylizm estetyczny.

Graniczący z województwem opolskim oraz powiatami ząbkowickim, dzierżoniowskim, wrocławskim i oławskim powiat strzeliński z punktu widzenia krajobrazu jest niezbyt ciekawy, choć nie całkiem nudny: na jego południowym wschodzie wznoszą się nieśmiało Wzgórza Strzelińskie, przedsionek Sudetów, dochodzący do 220 metrów wysokości względnej, które na pewno mieszkańcom urozmaicają trochę czas wolny. Pod względem powierzchni powiat jest zupełnie przeciętny, za to pod względem zaludnienia wyprzedza go aż 27 z 30 dolnośląskich powiatów. Mieszka tu około 44 tysięcy ludzi - ledwie 10 tysięcy więcej niż na wrocławskim Ołbinie. Prawie 40% z nich w siedzibie powiatu, Strzelinie, od którego rozpocząłem zwiedzanie.

W Strzelinie śmierdzi. Potwornie. Miałem tego nie pisać, bo w dobie smogu w prawie każdym mieście w Polsce w zimie trochę czasem śmierdzi, ale dowiedziałem się potem, że w Strzelinie śmierdzi z grubsza on a daily basis, za co odpowiedzialna jest cukrownia, wydzielająca smród dużo bardziej przykry niż smog: kojarzący się podobno najbardziej ze zgnilizną, a mi jakoś bardziej z fekaliami. 

Jako pierwszy przywitał mnie więc w Strzelinie fetor, a jako drugi Paul Ehrlich, niemiecki chemik i bakteriolog, noblista w dziedzinie medycyny za rok 1908 za prace nad immunologią. Urodził się właśnie w Strzelinie już prawie 150 lat temu i dorobił pomnika/popiersia. Oczywiście granitowego.


Bo granit właśnie jest najgłośniejszym tematem Strzelina i całego powiatu. Kamieniołom znajdujący się w granicach miasta jest nie tylko - moim zdaniem - największą atrakcją tego powiatu, ale też, nazwijmy to w ten sposób, kandydatem na największy kamieniołom w Europie. W polskojęzycznych źródłach często jest tym największym, natomiast w Internecie anglojęzycznym na szybko znalazłem dwa inne kamieniołomy również określane jako największe w Europie. Tak czy inaczej jest duży i robi wrażenie, mimo że trudno się do niego przynajmniej legalnie zbliżyć. Próbując to zrobić, przemierzałem opuszczone zarośla, w których narastały hałdy granitu, przypominające mi prehistoryczne kurhany, jakie niedawno oglądałem na Irlandii - było to wrażenie dość niezwykłe, zważywszy na kontekst śmierdzącego Strzelina. Sam kamieniołom nawet widziany z dystansu i niedokładnie robi spore wrażenie. Trochę piękne, trochę dystopijne.




Zmierzając na strzeliński rynek niebrzydką uliczką, pomyślałem sobie, że nie jest tak źle, ale w końcu dotarłem do celu. Rynek tego miasta jest po prostu groteskowy: z ratusza po wojnie ocalała tylko czworoboczna podstawa wieży, na której w 2011 roku odbudowano... wieżę. Już to wygląda dość groteskowo, a jeszcze należy połączyć to z faktem, że otaczają ją nie zabytkowe kamienice, a szeroko rozstawiony prostokąt najbanalniejszych peerelowskich bloków. Na tablicy na "ratuszu", opisującej jego historię, stawiane są kropki po "wg", spacje przed przecinkami, a długi i nudny tekst kończy się wymownym, niezakończonym kropką zdaniem "Mamy głęboką nadzieję na otrzymanie środków pomocowych".





Tuż za jedną z pierzei bloków, które w dodatku od drugiej strony okazują się zaniedbane do granic obrzydliwości, zaraz koło śmietników, stoi sobie romańska rotunda św. Gotarda z połowy XII wieku, jedna z najstarszych budowli w całej Polsce (bardzo często pojawia się w zestawieniach dziesięciu najstarszych!). I ja w tym momencie wymiękam. Sama rotunda jest śliczna i tchnie przeszłością, ale przez paskudny kontekst, jaki zgotowały jej władze Strzelina, ciężko to tchnienie w zasadzie poczuć. Czuje się co innego - surrealizm kontrastu.





Budynkiem z największym potencjałem w Strzelinie jest chyba Dom Książąt Brzeskich, renesansowa perełka z przełomu XVI i XVII wieku, niegdyś siedziba Piastów Śląskich. Gdyby to z głową odrestaurować i zagospodarować, Strzelin stałby się już przyjemniejszym miejscem.


Obok stoi Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego, zbudowany na miejscu wcześniejszego na początku XVIII wieku, doskonale wpisujący się w dzisiejszą estetykę Strzelina brudnoszarymi, gołymi ścianami.


Poza Strzelinem upatrzyłem sobie tylko jeden punkt w tym powiecie - miejscowość Biały Kościół, sam nie wiem, czy często wymienianą wśród atrakcji powiatu przez jej zabytkową świątynię, czy przez to, że jest podobno w lecie popularnym jeziorowym ośrodkiem wypoczynkowym. W styczniu jedyną opcją jest ta pierwsza - całkiem zgrabny Kościół Nawiedzenia NMP, w obecnej formie stojący tam od 1827 roku na miejscu świątyni wzmiankowanej już w XIII wieku. Prawie cały z granitu, który odpowiada za jego atrakcyjność wizualną. Nie za dużą, no ale jakąś.




Tak, moja relacja z powiatu strzelińskiego nie jest do tej pory zbyt pozytywna i ostatni akcent tego jakoś bardzo nie zmieni. Nie byłoby go w ogóle, ale w trakcie podróży, już w innym powiecie, pomyślałem, że w sumie chciałbym przynajmniej zerknąć na każde miasto w całym województwie, więc wracając do Wrocławia zajechałem do Wiązowa, drugiego z dwóch miast powiatu. Mimo że żadne źródło mi tego miejsca nie poleciło, to w rzeczywistości centrum Wiązowa okazało się nieporównywalnie przyjemniejsze niż centrum Strzelina: odrestaurowany ratusz z ładnym barokowym hełmem, zadbany prostokątny plac wyznaczany przez linie bardzo prostych, ale zgrabnych i kolorowych kamieniczek. Co by było, gdybym zamiast odkrywać polecane atrakcje powiatu strzelińskiego, odkrywał te niepolecane? Jest spora szansa, że nigdy się nie dowiem.



Komentarze