Wiktor Wasniecow: "Alonuszka"

olej na płótnie / 1881 / Galeria Tretiakowska, Moskwa

To ciekawy przypadek obrazu, który podoba mi się nie do końca jako to, czym był na początku, lecz jako obraz postrzegany moją XXI-wieczną percepcją, przez pryzmat historii i kultury, którymi obrosłem. Powstał w XIX wieku, więc przed wielkimi wojnami następnego stulecia, a gdy chciałem coś o nim przeczytać, dostawałem zawsze teksty o przeniesieniu do starej, ludowej Rosji, baśniach o wiejskiej sierocie, melancholijnej lecz wciąż dość błogiej atmosferze natury.

Tyle z wersji oficjalnych, tymczasem gdy ja patrzę na ten obraz, to czuję wojenny horror i słyszę muzykę Pendereckiego w tle. Naoglądałem się w życiu trochę rosyjskich filmów wojennych na czele ze słynnym Idź i patrz i ciężko mi patrzeć na tytułową Alonuszkę jako na dziewczynkę po prostu smutną - doszukuję się w jej oczach raczej obłędu, powstałego, gdy patrzyła na rzeź i gwałt na swoich bliskich. Przyroda nie wydaje mi się szczególnie sielska (piękna, owszem), lecz raczej złowroga, opresyjna. Od tyłu bohaterkę spowija ciemność lasu, od przodu ciemność toni jeziora, a silna wertykalność - pionowy układ płótna, smukłe pnie, gałęzie i trzciny - są jak kraty umysłowego więzienia. Krótko mówiąc, jest atmosferka.

To oczywiście mój prywatny odbiór, a obraz jest bardzo dobry również jako nastrojowa wiejsko-leśna scena bez takich makabrycznych podtekstów. Zwłaszcza że jest naprawdę świetny od strony technicznej, mający po trochu z realizmu i z impresjonizmu. Światło jest fantastyczne, fantastyczne jest też jakże trudne oddanie niuansów jesiennej przyrody - wiarygodne, a jednocześnie nie akademickie, liryczne. Klasa.



8.0/10

Komentarze