Biskupin. Zieleń kanonizowana

Wśród wrocławskich, a raczej w ogóle miejskich osiedli - wbrew możliwym pozorom - nie ma bardzo silnej korelacji pomiędzy atrakcyjnością turystyczną a atrakcyjnością mieszkalną. Mimo wszystko należy mówić o korelacji dodatniej, bo najciekawsze osiedla to zwykle te najbliższe centrum, więc korzystnie położone, a ładne osiedla przyjemnie się i odwiedza, i na nich mieszka. Jednak nierzadko osiedle jest fascynujące, a pod względem mieszkalnym w jakimś stopniu uciążliwe; jeszcze częściej bywa obiektywnie raczej nudne, ale przyjemne i funkcjonalne do życia. Dobrym przykładem tej drugiej sytuacji jest Biskupin, który wprawdzie ostatecznie można nazwać dość interesującym, ale staje się takim niejako wtórnie - interesujące jest mianowicie, jak przyjaznym jest dla swoich mieszkańców.

Biskupin - choć właściwie nie ma tam żadnego charakterystycznego obiektu - jest według moich prywatnych doświadczeń jedną z najbardziej rozpoznawalnych nazw osiedli we Wrocławiu. Powody widzę dwa. Po pierwsze, nie potrzeba mojego wpisu, by osiedle to cieszyło się sławą jednego z najlepszych do zamieszkania i tym samym najbardziej prestiżowych w mieście. Po drugie, zauważyłem, że pod hasłem Biskupin rozumie się często również osiedla do niego przylegające, a czasem nawet całą Wielką Wyspę. Sam jeszcze kilka lat temu tak to rozumiałem i co jakiś czas spotykam kogoś, kto Biskupin mocno rozszerza względem stanu rzeczywistego. Być może wynika to z chwytliwej, łatwej do zapamiętania nazwy.

Tymczasem Biskupin to tylko część osiedla administracyjnego Biskupin-Sępolno-Dąbie-Bartoszowice, które z kolei zajmuje tylko trochę ponad połowę powierzchni Wielkiej Wyspy. Lądem graniczy ze wszystkimi trzema osiedlami, z którymi złączony jest administracyjnie, a przez Odrę na południu z Bierdzanami i Opatowicami. Ten teren odpowiada wzmiankowanej już w 1155 roku wsi, która wówczas nazywała się Koczotow. Dopiero pod koniec XVIII wieku zaczęła ucierać się nazwa Bischofswalde, od pobliskiego lasu i od faktu, że wieś była majątkiem biskupim. Do miasta została przyłączona w 1928 roku. Wojna oszczędziła temu miejscu zniszczeń.

Choć to najbardziej rozpoznawalna nazwa osiedla Wielkiej Wyspy, to bardziej niż Biskupin odwiedzenia przez osobę "z zewnątrz" domagają się ciekawsze Dąbie, Zalesie, Szczytniki i Sępolno. Ale w kategoriach osiedla do osiedlenia się Biskupin jest wrocławskim topem. Powodów jest kilka. Jest tu bardzo spokojnie i cicho, bo na południu i południowym zachodzie Wielka Wyspa nie ma mostu dostępnego dla aut, więc niewielka liczba kierowców ma potrzebę przejeżdżać przez Biskupin. Jednocześnie całkiem niedaleko stąd do centrum, z którym łączy Biskupin bezpośredni dojazd tramwajowy. W końcu krótki spacer dzieli Biskupin od największych atrakcji Wrocławia na Dąbiu i Szczytnikach - ZOO, Parku Szczytnickiego i Hali Stulecia - a także od fascynującego urbanistycznie Sępolna. Ale tym najbardziej kojarzącym się z tym osiedlem atutem jest nienormalna jak na dzisiejsze warunki obfitość zieleni miejskiej.

I nie mowa wcale o parkach czy skwerach, choć osiedle posiada własny Park Biskupiński (prawie na wyłączność - zahacza o Bartoszowice), odgradzający część mieszkalną od terenów nadodrzańskich. Ma podłużny kształt - ponad kilometr długości, a tylko sto kilkadziesiąt metrów szerokości. Z tego względu nie da się w ten park właściwie zagłębić, a w dodatku jest dość intensywnie zagospodarowany - parę boisk, korty tenisowe, plac zabaw. To zdecydowanie bardziej osiedlowy park dla mieszkańców niż taki, do którego warto byłoby przyjechać z innego regionu miasta, ale wciąż jest bardzo przyjemnym miejscem z mnóstwem pięknych, starych drzew.









Same tereny nad Odrą nie są przesadnie atrakcyjne, gdyż biskupińskie wały biegną dość daleko od rzeki, odgrodzone od niej łąkami. Odrę w ogóle ciężko z Biskupina dostrzec - można zbliżyć się tylko do małej zatoki.




Ale najprzyjemniejszy na Biskupinie nie jest wcale park czy tereny nadrzeczne, lecz uliczki osiedla. Większość zabudowy to poniemieckie wille i kamienice, wzniesione w tym krótkim okresie między włączeniem osiedla do Wrocławia a drugą wojną światową. Nie są to obiekty tej wartości estetycznej, co niektóre na Borku, Krzykach, Karłowicach czy Zalesiu, ale mają sporo klimatu, a na pewnych przestrzeniach imponują przemyślnością założenia urbanistycznego. Przede wszystkim zaś towarzyszy im mnóstwo drzew, krzewów, żywopłotów; niemożliwa liczba jest porośnięta bluszczem; nie tylko domy wolnostojące, ale i kamienice mają swoje własne ogródki, w większości bardzo zadbane przez mieszkańców. Pomiędzy poszczególnymi ulicami - i tak bardzo spokojnymi - roi się od intymnych, pieszo-rowerowych przejść, dzięki którym nie trzeba docierać do najbliższej przecznicy, żeby przedostać się na równoległą ulicę. Cały Biskupin to lekcja planowania przestrzennego osiedli miejskich z przeznaczeniem mieszkalnym. Lekcja, na którą większość współczesnych deweloperów i urbanistów nie wydaje się mieć ochoty. Gdyby tylko dało się jeszcze wyeliminować samochody z chodników, byłby to dyskretny raj na ziemi (swoją drogą po co tyle samochodów na osiedlu tak świetnie skomunikowanym z centrum - ciężko powiedzieć).

Moim ulubionym fragmentem Biskupina jest ulica Spółdzielcza i równoległe do niej Stefczyka i Abramowskiego. Poniemieckie założenie długich ciągów kamienic jest tu wyjątkowo urokliwe, a samą Spółdzielczą zdobi szpaler kształtnych, bulwiastych akacji, pod którymi można się przechadzać szerokimi chodnikami.

























Nawet główna ulica Biskupina, Olszewskiego - z tramwajami i jedyna z nieco większym ruchem samochodowym - jest zacieniona kilkoma rzędami dorodnych drzew.




Na południe od Olszewskiego znajduje się podobne założenie kamienic co przy Spółdzielczej - ulice Kotsisa i Stanisławskiego. Nieco mniej śliczne, ale również śliczne. W tej części można też odnaleźć parę ładniejszych wolnostojących domów.
















Najbardziej okazałe wille Biskupina stoją jednak w jego południowo-zachodniej części, w kolonii willowej z 1930 roku, najstarszej na osiedlu.



Warto odnotować bardzo przyjemne oczko wodne w północno-zachodnim narożniku osiedla, które umila życie mieszkańcom nielicznych, osamotnionych wręcz na Biskupinie bloków z wielkiej płyty.


Biskupin jest więc i nie jest zarazem godny polecenia odwiedzającym. Nie jest, jeżeli ktoś szuka bardzo konkretnych, wyróżniających się atrakcji, choćby nawet tą atrakcją miała być po prostu wyjątkowo wystawna willa. Ale jeżeli komuś do oczarowania wystarczy po prostu świetnie zagospodarowana przestrzeń miejska z klimatem przedwojennego Wrocławia, to Biskupin odwiedzić wręcz musi.

Komentarze