Brian Ferneyhough: "Terrain"

1992 / wykonanie: ELISION Ensemble, Franck Ollu, Jean Deroyer, Graeme Jennings, 2010

Rozkosze złożoności nie mogą w pełni zastąpić rozkoszy klasycznego piękna, atmosfery i emocji, ale jak widać po tej kompozycji mogą naprawdę wiele. Dzieło Briana Ferneyhough jest w zasadzie pozbawione nawet tej abstrakcyjnej, odhumanizowanej, a jednak często istotnej atmosfery z prac słynnych serialistów: to atonalizm odessany z niepokoju, tajemnicy, metafizyki, abstrakcja niemal całkiem pusta. Jeśli już trzeba coś znaleźć, to byłaby to chyba gra, zabawa: zarówno szalona, sonoryzująca partia skrzypiec, rozciągniętych niemal do granic swoich możliwości, jak i spokojniejsze, bardziej statyczne i minimalnie narracyjne partie pozostałych instrumentów, poruszają się z lekkością i swawolą niepozbawioną sardonicznej proweniencji. Prawdziwą jednak treścią tego hiper-abstrakcyjnego koncertu skrzypcowego jest... jego forma: zmaksymalizowana złożoność i zmienność "melodii", dynamiki, harmonii, brzmienia, faktury, z grubsza wszystkiego. Złożoność, która przy odrobinie wysiłku od odbiorcy będzie szalenie interesującym wyzwaniem epistemologicznym i zarazem czystą przyjemnością, bo sformalizowany świat Ferneyhough staje się w jakiś sposób całkiem przystępnym jak na daleko posunięty modernizm, barwnym, migotliwym uniwersum dźwięku, zajmującym i zabawnie nieprzewidywalnym.


8.0/10

Komentarze