Tina Brooks: "True Blue"

1960

Pierwszy i ostatni niestety album Tiny Brooksa to kawał świetnego hard bopu bez cienia awangardy, a jednak nie do końca typowego. Wszystkie utwory są oryginalnymi kompozycjami lidera i najmocniejszą stroną tej muzyki nie są improwizacje w solówkach, lecz właśnie skomponowane tematy, które są adekwatnie do tego faktu dłużej eksponowane i rekapitulowane niż normalnie w bopie, na solówki zostaje więc nieco mniej czasu. Te są niezłe, czasem bardzo dobre, ale bez rewelacji: Freddie Hubbard już najlepszy, ale jeszcze nierozwinięty, Brooks i Duke Jordan inteligentni, ale trochę nieśmiali. Tematy za to są często śliczne i płynnie przechodzą w kunsztowne struktury akordowe, pozwalające wydobyć z gry zespołu intensywny, ciepły klimat, który zastępuje wirtuozerię. Szczególnie otwierające listę Good Old Soul o niejednoznacznym, wielowymiarowym nastroju zapisuję sobie w pamięci. Geniuszem Brooks by się pewnie nie okazał, ale już drugim Hubbardem, a może i kimś więcej, mógłby - wielka szkoda, że heroina nie pozwoliła nam się tego dowiedzieć. Pozostaje po nim ten album, który jest trochę perełką.


7.5/10

Komentarze