Arthur Schopenhauer: "Poczwórne źródło twierdzenia o podstawie dostatecznej"

1813 / przekład: Ignacy Grabowski

Schopenhauer odbija czytelnika do tego dzieła w przedmowie do Świata jako woli i wyobrażenia, stwierdzając, że bez lektury tej wcześniejszej pracy (będącej w pierwszym wydaniu zarazem pracą doktorską filozofa) nie da się zrozumieć jego dzieła głównego. Zdążywszy już nabyć dużego zaufania do Arthura jako do człowieka, który nie rzuca słów na wiatr, człowieka konkretnego i dorzecznego, pozwoliłem się odbić i przeczytałem najpierw tę właśnie pracę. Stanowi ona - nomen omen - podstawę całej filozofii Schopenhauera, swoiście techniczny punkt wyjścia jego systemu.

Generalnie rzecz biorąc, w porównaniu z innymi dziełami Niemca, jest to lektura co najmniej z pozoru dość sucha, nieco nawet żmudna. Z dwojakiego względu - po pierwsze zajmuje się bardzo ściśle zagadnieniami epistemologicznymi i traktuje je z techniczną manierą, nie przechodząc od nich jeszcze do zagadnień stricte metafizycznych czy też innego typu zagadnień "większej wagi" (choć co najmniej w czwartym dziale przedmiotów dla podmiotu, gdzie na scenę wkracza słynna Schopenhauerowska wola, da się już odczuć "nienachalnie intensywny" powiew doniosłości). Po drugie, rozwlekły fragment w dziale przyczynowości, poświęcony zagadnieniom optycznym, jest tak po prostu nużący.

Nie odbiera to jednak pracy sporej wartości merytorycznej. Znaczna większość wywodu wydała mi się godna najwyższej aprobaty. Nie zostałem przekonany dopiero w najważniejszym momencie, czyli w temacie woli. Tak, w najważniejszym - ale "nie zostałem przekonany" nie znaczy tu, że uznałem wywód Schopenhauera za błędny, a raczej że nie uznałem póki co za słuszny. Zainteresował mnie, natomiast powiedział za mało, bym zakrzyknął - "rzeczywiście". Nie będę wertował tych kilku stron w poszukiwaniu werdyktu, skieruję się raczej od razu do Świata jako woli i wyobrażenia i tam poszukam odpowiedzi. Drugie "ale" jest takie, że zgodziłem się z ogólną teorią, nawet jeśli z tym najważniejszym punktem w zawieszeniu (nadto, abstrahując odrobinę od samej tej teorii, autor na jej bazie rozprawia się pięknie z licznymi błędami w dziejach filozofii). Łączy się z nim trzecie "ale" - mówię o najważniejszym punkcie dla całej filozofii Schopenhauera, ale nie dla tej pracy. I w końcu autor pisze tu o zagadnieniach naprawdę skomplikowanych, a robi to z podziwu godną klarownością.

Dodatkową gratką jest to, przed czym ostrzega w przedmowie polski tłumacz, marzący o tym, by przetłumaczyć pierwsze wydanie, czyli czystą pracę doktorską młodego Schopenhauera, a nie wydanie drugie, opatrzone uwagami Schopenhauera starego i zgryźliwego. Ale doprawdy te pociski po "hegliźnie" nigdy mi się nie znudzą, nawet po tym, jak lektura Fenomenologii ducha obudziła we mnie mieszankę litości i niepewności w stosunku do Hegla. Arthur był wszak nie tylko świetnym filozofem, ale i świetnym pisarzem.



8.0/10

Komentarze