Raúl Ruiz: "Wioska piratów"

1983

Film złożony z dwóch połówek, bardzo dobrej i bardzo złej. Dobre jest to, jak reżyser uzyskuje surrealistyczny efekt za pomocą głównego języka filmu, czyli obrazu i dźwięku. Na tym obszarze surrealizm jest niemal w punkt: ma rewelacyjny, oniryczny rytm, mieszankę groteski, niedopasowania, grozy i piękna. Osiągany jest za pomocą świetnej momentami kinematografii, szczególnie jeśli chodzi o kadry (ich kompozycję i chromatykę), pracę kamery, ale też w jakimś stopniu montaż. Film kompletny? Niestety nie, bo wtrynia się w ten bardzo przyjemny senny szereg obrazów również literatura: raczej pokraczny niż surrealistyczny rys fabularny i raczej bełkotliwy niż surrealistyczny skrypt, który co gorsza nie ustaje niemal na moment. Surrealizm subtelny na pewnych obszarach zostaje zatruty niezbyt dobrym smakiem i niezbyt uroczą dziecinnością na obszarach innych. I można by jeszcze wyobrażać sobie ten film bez tych tekstów i bez tej historyjki (jak również bez miernego aktorstwa), ale to niemożliwe - bez jakiejś fabularyzacji i jakiegoś skryptu nie utrzymałby się. Polecam jednak dać mu szansę, przy odrobinie szczęścia komuś innemu nie będą przeszkadzały jego wady, a zalety są niemałe. Mi ta przygoda z reżyserem wystarczy, aczkolwiek doceniam go szczerze.



6.0/10

Komentarze