Joseph Vernet: "Wrak okrętu"

olej na płótnie / 1772 / National Gallery of Art, Waszyngton

Vernet, który trzaskał takie sceny jak ta na potęgę, często praktycznie kopiując samego siebie pod względem kompozycji, wielokrotnie może irytować przesadą, efekciarstwem i niesubtelnością. Płótno z Waszyngtonu nie jest wolne ani od przesady, ani od efekciarstwa, ani od niesubtelności, ale jeszcze w nich stosunkowo powściągnięte i mnie przynajmniej nieirytujące. A jednocześnie zachowuje to, co w obrazach Verneta jest świetne.

Mowa rzecz jasna o ponadprzeciętnym efekcie dramaturgii, burzliwości i przyrodniczej złowieszczości, któremu wszystko jest tu podporządkowane. Podporządkowana jest kompozycja pełna wzmagających napięcie, przeciwnych sobie linii diagonalnych (maszt rozbitego statku, zwisająca z niego lina, błyskawica, drzewo na skale, chmury, maszty drugiego okrętu). Podporządkowana jest scenografia, a kunszt techniczny wystarcza, by ją odpowiednio oddać - czy mowa o bałwanach rozbijających się o skały, o skrupulatnie odmalowanych okrętach, o czarnych chmurach, zdesperowanych rozbitkach, złamanym drzewie czy posępnym zamku na skale. Ale najważniejsze są jednak efekty świetlne, widowiskowe, pełne nieprzyzwoitych kontrastów. Jasność z ciemnością mieszają się tu intensywnie i w największym stopniu wzmagają poczucie burzliwości. Mój ulubiony fragment tego płótna to chyba zestawienie spowitego całkowitym mrokiem zamku na bliższym planie i drobna, ledwo dostrzegalna panorama miasta na planie najdalszym, rozświetlona ognistą jasnością błyskawicy. Vernet nie panuje nad światłem z subtelnością i precyzją największych mistrzów, ale na zamierzony efekt wystarcza.

Zdecydowanie nie jest to kandydat na najsubtelniejszy obraz w historii, ale czuć na skórze huragan, słychać grzmoty, łoskot fal, gnące się drewno okrętów i stłumione tym hałasem okrzyki ludzkie. A więc sukces.



7.5/10

Komentarze