Style piwa: Pumpkin Ale

Z obszernej kategorii piw przyprawowych tylko ta jedna koncepcja wyodrębniła się wystarczająco mocno, by zyskać osobną nazwę i poniekąd stać się osobnym stylem. Choć nie jest to bynajmniej styl jednolity - jego żelazne wyznaczniki dotyczą głównie dodatków niepiwowarskich, a w typowo piwnych kwestiach pozostawia sporą dowolność - to jednak Pumpkin Ale jest pewną ikoną, obdarzoną swoistą spójnością. Spójność ta zdefiniowana jest nie tylko smakiem i aromatem piwa, ale też porą roku, w której piwo pojawia się na rynku, a nawet kolorystyką i motywem przewodnim etykiet. Na piwo z dynią często patrzy się współcześnie z pobłażaniem lub nawet politowaniem, ja jednak uważam je za ekscytujący i klimatyczny fragment kultury piwnej, a więc rzecz wartą osobnego przeglądu.

Sedno stylu

Nie ma pełnej zgodności, czy Pumpkin Ale jest pełnoprawnym, osobnym stylem piwa. Określenie pojawia się często na etykietach i wspólny mianownik jest niezaprzeczalny, ale pozwala wciąż na rozmaite liczniki. BJCP rezygnuje z tego określenia i podciąga je pod styl Autumn Seasonal Beer, a więc jesienne piwo sezonowe, które przypisuje do rodziny piw przyprawowych. W tak zwanej praktyce, to znaczy w 90% przypadków lub więcej, będzie to jednak piwo z dynią i przyprawami do ciasta dyniowego i tylko takie komercyjne przykłady BJCP przy tym nieco szerszym stylu podaje.

Podstawowe cechy stylu to dodatek dyni, zwykle w postaci puree, oraz przypraw, z których przynajmniej część powinna być zaczerpnięta z koncepcji amerykańskiego pumpkin pie, ciasta dyniowego. Przyprawy te to najczęściej cynamon, goździki, gałka muszkatołowa, imbir i ziele angielskie. Ze względu na neutralny smak dyni i wyrazisty smak przypraw to raczej te drugie mają kluczowy wpływ na efekt niż warzywo, w związku z czym niektóre browary firmują nawet jako Pumpkin Ale piwa bez dodatku dyni. Sprzeciwiam się jednak temu i uważam dodatek prawdziwej dyni za konieczny, by zakwalifikować piwo do tego stylu. Trzeba jednak zaznaczyć, że Pumpkin Ale to w gruncie rzeczy nie piwo dyniowe, to znaczy nie piwo o smaku dyni, a piwo o smaku przypraw do ciasta dyniowego.

Interpretacji stylu jest bardzo wiele, ale w większości przypadków Pumpkin Ale będzie jeszcze piwem o dość konkretnej podbudowie słodowej, o karmelowym, ciasteczkowym lub orzechowym charakterze - w idealnej wersji łączącej się z przyprawami w podobnych proporcjach, a nie tylko statystującej. Pożądaną barwą, wynikającą z takiej koncepcji słodowości, jest głęboki bursztyn, miedź lub nawet jasny brąz. Standardowo piwo jest dość krzepkie, krążąc w okolicach 6% alkoholu.

Miejsce i czas

Styl pochodzi jednoznacznie ze Stanów Zjednoczonych i wiąże się ze szczególnie mocno celebrowanym w tym kraju okresem późnej jesieni, na który przypada Halloween i Święto Dziękczynienia. Ze względu na halloweenowe konotacje estetyczne dyni Pumpkin Ale kojarzy się przede wszystkim z tym pierwszym świętem, ale również drugie jest istotne, ponieważ pumpkin pie jest jedną z najbardziej typowych potraw na stole podczas Thanksgiving.

Tradycja dodawania dyni do piwa w USA sięga co najmniej drugiej połowy XVIII wieku. Pierwszym browarem, który wypuścił komercyjne piwo w tym stylu, był Buffalo Bill's Brewery z Kalifornii (pierwszy brewpub w Stanach, który akurat w czerwcu trwającego roku upadł). America's Original Pumpkin Ale ujrzało światło dzienne w 1986 roku.

Styl przeniknął do Europy, ale wciąż przytłaczająca większość reprezentantów stylu powstaje w Stanach, gdzie warzenie na jesień Pumpkin Ale praktykuje ogromna część browarów. Na Starym Kontynencie biorą się za to raczej nieliczni. W Polsce w całej historii ukazało się na rynku około dwudziestu Pumpkin Ale, przy czym tylko dwa z nich miały poważniejszą ciągłość produkcji i pojawiają się w sklepach i pubach co roku. Co ciekawe, oba te piwa - Dyniamit z Pinty i Naked Mummy z AleBrowaru - nie tylko warzone są przez dwa najstarsze polskie browary kraftowe, ale też są jednymi z najstarszych ich piw, sięgającymi historią do samych początków polskiej rewolucji piwnej.

Przegląd

Udało mi się zdobyć całkiem pokaźną jak na ten styl liczbę dziesięciu różnych piw, z czego sześć kupiłem w polskich sklepach stacjonarnych, trzy ściągałem z zagranicznych europejskich sklepów internetowych, a jedno - wyciągnąłem ze swojej piwnicy, w której leżało przez ponad pięć lat. Koncepcje tych piw, przyprawowe i nie tylko, mocno się różnią - najbardziej od typowej wersji stylu odbiega piwo kwaśne, bardzo mocne i leżakowane w beczkach po bourbonie i brandy. Sześć piw jest polskich, trzy amerykańskie, a jedno niemieckie.

1. Sudden Death Brewing Company & Hertl Braumanufaktur (Niemcy): Drunkin Pumpkin

+ laktoza, kolendra, gałka muszkatołowa, ziele angielskie, cynamon, mąka z batatów, puree z dyni, brązowy cukier, syrop klonowy, ziarna kawy, ekstrakt z wanilii, sól morska
6,66%
UT: 3.55
zabutelkowane 12.10.2022
6,50 €

Okazjonalna kooperacja dwóch niemieckich browarów, Sudden Death z Lubeki i Hertl Braumanufaktur z frankońskiego Schlüsselfeld. Piwo nawet na etykiecie jest określone dwojako: jako "spiced pastry oat ale" i "spiced pumpkin oat ale", a jednocześnie wskazana jest inspiracja popularną ostatnio wersją kawy pumpkin spice latte. Jest to więc podejście z nurtu pastry do Pumpkin Ale i poza standardowymi dla stylu przyprawami jest tam też mnóstwo rzeczy nietypowych. Jest również 60% owsa w zasypie, na który składa się słód owsiany, płatki owsiane, a nawet owies w swej najbardziej pierwotnej postaci. Pierwszy raz piję piwo z mąką z batatów. O mniejszy respekt wobec Reinheitsgebot już ciężko.


Niezwykły wygląd - jest bardzo gęste, przypomina sok z warzyw, ma pomarańczowo-brunatną barwę i pomarańczową pianę, która szybko znika z sykiem. Pachnie przyprawowo i ciastowo: pierwsze skrzypce gra cynamon i gałka muszkatołowa, ale warzywne klimaty też są wyczuwalne - stawkę zamyka delikatna kawa; bardzo ładnie, intensywnie i z rozmachem. Dopiero w smaku wychodzi kurs pastry, za to od razu i bez kompromisu: laktoza wnosi olbrzymią słodycz, wanilia się uwidacznia, jednocześnie jest niezwykle puszyste i gęste od dyni i owsa. Słoność od soli morskiej jest ewidentna, większa niż w niejednym gose. Co ciekawe, ewidentne są też na finiszu bataty; owies też mocno się udziela. Szalone piwo - pozytywnie szalone, choć jednak trochę przegięte, bo słodycz jest męcząca już od pierwszego albo drugiego łyka. Szkoda, bo kompozycja przypraw jest jednocześnie bezkompromisowa i w jakiś sposób harmonijna. Wyrzuciłbym tę laktozę i byłoby nawet bardzo dobrze - jest nieźle.

6.5/10

2. Browar Gościszewo (Polska): Strach

+ dynia, cukier trzcinowy, cynamon, goździki, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon, kolendra, ziele angielskie
6,2%
UT: 3.39
do 17.10.2023
9,20 zł

W miarę trzymająca się normy interpretacja pierwszego polskiego browaru założonego po transformacji ustrojowej, który w zeszłym roku świętował 30-lecie istnienia. To już druga edycja piwa po premierze w 2021. Z mniej typowych przypraw występuje tu kardamon.


Bardzo ładna, jasnobursztynowa barwa i dobra piana. Aromat jak na styl jest dość spokojny - słodowość w stylu Amber Ale, karmelowo-ciasteczkowa, jest nawet bardziej intensywna niż przyprawy, które stanowią jakąś 1/3 całości i są dość zlane ze sobą (najwięcej chyba cynamonu albo goździków). Aromat dyni jest nikły, ale ewidentny. W smaku akcent jest położony nawet mocniej na "piwo" - to przede wszystkim dość przyjemne American Amber Ale, o fajnych nutach karmelowych, nawet toffi, chlebowych, ciasteczkowych, ale skontrowanych niemałą goryczką (i dobrze, bo cukier ewidentnie podbija słodycz). Mieszanka goździków, cynamonu i kolendry (przede wszystkim) to już bardziej 1/5 efektu. Odległe reminiscencje dyni na finiszu, ale są. Podobają mi się te proporcje, naprawdę dobre piwo z fajnym balansem smaków podstawowych. 

7.0/10

3. AleBrowar (Polska): Naked Mummy

+ dynia, kolendra, imbir, cynamon, gałka muszkatołowa
6,2%
16 blg
UT: 3.31
do 13.10.2023
10,50 zł

Drugie najstarsze polskie Pumpkin Ale, które ukazało się w 2012 roku chwilę po Dyniamicie z Pinty - innymi słowy, jedno z najstarszych polskich piw kraftowych w ogóle, w pewnym stopniu kultowe. Co rzadko się zdarza w tym przeglądzie, nie ma goździków. Gdy piłem je po raz pierwszy w 2013, nie było kolendry, a za to była nieobecna teraz wanilia i gałka muszkatołowa, więc koncepcja przez lata jednak nieco się zmieniła. W zasypie poza jęczmiennym również słód pszeniczny.


Ciemne jak na styl, wpadające nawet w brąz; świetna piana. W aromacie praktycznie nie ma przypraw: prym wiedzie o dziwo chmiel, zresztą bardzo ładny, o ewidentnie owocowym, nowofalowym profilu, który ślicznie łączy się z karmelową, herbacianą, ciasteczkową słodowością. Pachnie raczej jak Red IPA niż jak Pumpkin Ale, ale zapach to piękny. W smaku jednak przyprawy wchodzą od pierwszej sekundy pierwszego łyka, głównie imbir i cynamon. Słodkawy charakter cynamonu i słodowości przełamuje niemała goryczka, która kontynuuje chmielowy trend z zapachu. Trochę inaczej to piwo zapamiętałem - kiedyś, jak mi się zdaje, nieobecne dziś ziele angielskie robiło w nim zasadniczą robotę - ale jest bardzo dobre.

7.5/10

4. AleBrowar (Polska): Spicy Mummy

+ dynia, laktoza, kawa, kolendra, imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, ekstrakt z wanilii
5%
14 blg
UT: 3.36
do 14.10.2023
11,50 zł

Wraz z dziesiątą edycją Naked Mummy w 2021 roku AleBrowar wypuścił też na rynek Spicy Mummy, czyli Pumpkin Ale nieco lżejsze i inspirowane dyniowym latte, określane więc jako "spicy pumpkin latte ale". Poza wszystkimi przyprawami z podstawowej wersji jest tu też laktoza, kawa i wanilia.


Jasnobursztynowe, z ładną pianą. W aromacie odpowiedzialność wzięła na siebie wanilia, za którą idzie kawa z laktozą i owocowy chmiel. Miło, ciastkowo, choć nic związanego z Pumpkin Ale się nie pojawia. W smaku całkiem fajny efekt, faktycznie smakuje jak pumpkin spice latte przerobione na piwo: kawa, wanilia, laktoza i w tle przyprawy, z których najmocniej pokazuje się cynamon, trochę imbiru i gałki. Nie ma tu sztuczności i przesady aromatów, więc jest naprawdę miło. Mogłoby być tylko nieco bardziej krzepkie i puchate.

7.0/10

5. Firestone Walker Brewing Company (USA): El Gourdo

+ pieczona dynia Cinderella, liść laurowy z wawrzynu kalifornijskiego, orzechy laskowe
6,1%
UT: 3.90
zabutelkowane 20.02.2017
14,00 

Kalifornijski Firestone Walker, jeden z moich ulubionych browarów na świecie, dostarcza chyba najbardziej oryginalnego podejścia do Pumpkin Ale w przeglądzie, przebijając nawet Pumpkin Smash mimo normalnej dla stylu zawartości alkoholu. Zaczyna się od braku dyniowych i halloweenowych odniesień na klasycznej, eleganckiej etykiecie, ale to tylko początek. Piwo to wild ale i zarazem sour ale, zakwaszone bakteriami kwasu mlekowego i zdziczone drożdżami brettanomyces, z dynią pieczoną wraz z liśćmi laurowymi z wawrzynu kalifornijskiego (liści laurowych w piwie, jakichkolwiek, jeszcze chyba nie spotkałem) i orzechami laskowymi na ogniu podsycanym białym dębem i fragmentami beczki po brandy, leżakowane w beczkach z dębu francuskiego przez 24 miesiące. Dawno w sumie nie piłem piwa równie skomplikowanego.


Złote, lekko zmętnione, z raczej oszczędną pianą. Już w aromacie mocno odznaczona kwaśność i dzikość - bardzo delikatny funk, kwaśne jabłka, pigwowiec, liść laurowy i trochę dębu. Bardzo interesujący aromat. W smaku kwaśność osiąga poziom lambika, dzikość również jest ponadprzeciętna, ale nie ma tu lambikowej złożoności i barwności - jest przyjemnie, rześko, kwaśnie i cierpko, ale dość prosto. Funk z brettów, kwaśność z lactobacillusów i trochę liścia laurowego. Koncepcja ciekawsza niż piwo, przynajmniej po takim czasie w butelce. No i jest to "ale with pumpkin", ale ciężko je nazwać pełnoprawnym Pumpkin Ale.

6.0/10

6. Browar Nepomucen (Polska): Michael

+ puree z dyni, puree z moreli, ekstrakt waniliowy, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki
8%
21 blg
UT: 3.82
do 11.10.2023
16,00 zł

W roku, w którym Pumpkin Ale wydaje się stylem nieco zapomnianym, a nawet nieco przaśnym na polskiej scenie piwowarskiej, jeden z najpopularniejszych kraftowych browarów wypuścił jednak aż dwie wersje stylu, obie imperialne, obie z dodatkiem puree z moreli (poza puree z dyni), obie ze słodów jęczmiennego, pszenicznego i żytniego, a w końcu obie będące hołdem dla amerykańskiego horroru Johna Carpentera Halloween z 1978 roku. Michael jest wersją bardziej wierną typowemu Pumpkin Ale.


Pomarańczowe, bardzo mętne, prawie matowe, ze świetną pianą. W aromacie morela bardzo mocno się udziela, ale co ciekawe udziela się też odrobinę dynia, przez co efekt przypomina trochę legendarny sok Karotka z marchwi i owoców, zresztą w przyjemny sposób. Przyprawy ładnie to wzbogacają, nie dominując całości - najmocniej udziela się wanilia, cynamon, może kardamon. W ustach przyjemnie gęste, krzepkie, mocniej już przyprawowe, a mniej owocowe - wanilia schodzi na dalszy plan, uruchamiają się te ostrzejsze - goździki, gałka, kardamon. Ani słodkie, ani gorzkie. Fajna chlebowa słodowość. Ciało jest bardzo krągłe, ale pełnia smaku już jak na 8% trochę zawodzi. Fajne, rozgrzewające, owocowo-słodowo-przyprawowe, puchate piwo, choć nie sankcjonuje sporego alkoholu wystarczającą smakowitością.

7.0/10

7. Browar Nepomucen (Polska): Laurie

+ puree z dyni, puree z moreli, ziarna kakaowca, prażone migdały, prażone orzechy makadamia, ekstrakt waniliowy, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki
8%
21 blg
UT: 3.67
do 13.10.2023
16,00 zł

Względem Michaela w Laurie nie zmienia się nic poza tym, że dodatków jest jeszcze więcej. Te, których nie było tam, to ziarna kakao, prażone migdały i prażone orzechy makadamia. Tych ostatnich w piwie jeszcze nigdy nie spotkałem, a bardzo je lubię.


Również pomarańczowe, odrobinę mniej mętne niż Michael i z nieco gorszą pianą. Kakao i orzechy sporo wniosły do aromatu, a właściwie go zdominowały, może trochę za bardzo, ale zostawiły nieco miejsca na dotychczasowe, owocowo-przyprawowe wrażenie i ładnie się z nimi połączyły - jest fajnie. Również do smaku sporo wniosły, mimo że jest podobnie. Akcent przeszedł jednak zdecydowanie z owoców na właśnie nuty orzechowe, kakaowe, ziemiste. Również przyprawy są już mniej istotne - piwo oddaliło się od typowego Pumpkin Ale, ale smakuje mi trochę bardziej niż Michael.

7.0/10

8. UFO Beer Company (USA): Journey To Planet Pumpkin!

+ dynia, przyprawy
5,9%
UT: 3.57
zabutelkowane 25.07.2022
4,00 

Przypuszczalnie najbardziej typowe z typowych Pumpkin Ale w przeglądzie. UFO Pumpkin z tego samego browaru z Bostonu jest nawet jednym z kilku przykładów stylu w BJCP - Journey To Planet Pumpkin to jakaś nieco inna wersja, która pojawiła się w 2021. Przyprawy nie są określone.


Jasnobursztynowe, dość mętne, z piękną i trwałą pianą. Aromat jest dość spokojny jak na styl: przyprawy są na pierwszym planie, zwłaszcza goździki i chyba kolendra, ale razem z nimi owoce, które albo pochodzą z estrów, albo z chmielu; na drugim planie trochę karmelowej słodowości. Harmonijny zapach, ale trochę nikły i jeszcze traci z czasem. W smaku niestety jest już małych rozmiarów porażka: jest pustawe, ani przyprawy, ani słód, ani chmiel za mocno się w nim nie wybijają, za to na ich miejsce wchodzi spore i nieprzyjemne odczucie etanolu, co jak na 5,9% jest trochę skandaliczne. Bez katastrofy, ale nędza, ciężko się to pije i ostatecznie szybko się przestaje.

4.5/10

9. Pinta: Dyniamit

+ dynia pieczona, goździki, cynamon, imbir
6%
16,5 blg
UT: 3.43
zabutelkowane do 06.07.2023
11,20 zł

Najstarsze polskie Pumpkin Ale, jedno z kilkunastu najstarszych piw wielkiej Pinty, co w kontekście kilkuset wypuszczonych piw robi wrażenie. Na rynku od października 2012 roku, a więc od dziesięciu lat i garstki dni. Po raz pierwszy piłem je w roku 2013 i zrobiło wtedy na mnie, wchodzącemu dopiero w świat piwa, ogromne wrażenie. Inaczej niż w przypadku Naked Mummy, tu koncepcja chyba nie drgnęła od tamtego czasu: ten sam ekstrakt i alkohol, te same przyprawy, ograniczone jedynie do trzech, co w przypadku Pumpkin Ale jest liczbą bardzo małą. Kultowe piwo, na które mam ochotę co roku w okolicach Halloween.


Bursztynowe, z bardzo dobrą pianą - w dniach onych na 99% było ciemniejsze, więc jednak jakieś modyfikacje były. W aromacie właściwie równocześnie pojawiają się goździki i amerykański chmiel pod postacią żywiczno-owocową. Innymi słowy, pachnie raczej jak American Amber Ale z przyprawowym twistem. Cynamon i imbir może daleko w tle. W smaku goździki pojawiają sobie już śmielej, cynamon i zwłaszcza imbir również, ale te dwa wciąż bardzo delikatnie. Również charakter American Ale zostaje utrzymany w całej rozciągłości, może nawet bardziej American Pale Ale niż Amber Ale, bo słód nie daje raczej mocnych karmelowych efektów. Nieprzegięta, ale wyrazista chmielowa goryczka znakomicie łączy się z pikantną nutą goździkową (i dosłowną pikantnością imbiru, delikatną, ale wyczuwalną). To bardzo "poważny" kierunek dla tego stylu, bez plejady buchających na całego przypraw, mocno "piwny" - jakkolwiek raczej subtelnie odróżnia się w ten sposób Pumpkin Ale od normalnego American Ale, to podoba mi się. Choć chyba dawno temu było bardziej wyjątkowe, nie tylko dlatego, że czasy były inne.

7.5/10

10. Cascade Brewing (USA): Pumpkin Smash

Bourbon & Brandy Barrel Aged
+ dynia, przyprawy
11,1%
UT: 4.08
edycja 2014 (zabutelkowane w 2016)
32,30 €

Najstarsze, najdroższe i najlepiej oceniane piwo z przeglądu. Nabyłem je w połowie 2017 roku i ponad pięć lat przechowywałem w piwnicy (wcześniej wypijając pierwszą butelkę). Uwarzone zostało w 2014 roku, a następnie przez 22 miesiące leżakowało w beczkach po bourbonie i brandy. Poza tym, że spełnia podstawowe cechy Pumpkin Ale - jest tu dynia i nieokreślone przyprawy - to jest to też albo i przede wszystkim American Sour Ale. Pojawiło się na rynku w 2012 roku, ale nowe edycje od paru lat już nie powstają, więc to kawałek historii.


Ciemny bursztyn, wpadające w miedź, ciągle z pianą, choć dość szybko redukującą się do obwódki. Zapach zachował w sobie ducha przeszłości tego piwa na tyle silnego, że przypomniało mi się sprzed paru lat. Nie jest już może aż tak wielobarwny. Przewodzi mu dzikość i kwaśność, złączone tu niemal w jedno, dość mocno i trochę za mocno octowe w odbiorze. Na drugim planie występuje beczka po bourbonie w postaci nut słodszych, cukrowych, jak i przypalanych, karmelowych, dębowych (wyraźnie nie pochodzi to jednak od słodu, a od zmienionego przez czas i połączenie z kwaśnym piwem efektu beczki po bourbonie). Przyprawy wycofały się daleko, bardzo daleko w tło, prawie ich nie ma. Wciąż jest to bardzo atrakcyjny aromat, kompleksowy i niesztampowy. W smaku niespożyta intensywność - ciągle jest potężnie kwaśne, bardzo dzikie, nieprzeciętnie beczkowe. Trochę wchodzi w klimaty oud bruin ze swoją przypalanością, karmelowością, octowością, beczkowością i kwaśnością. Przyprawy są na dalekim tle, ale już bardziej intensywne niż w zapachu, przede wszystkim jest to cynamon, który podbija odbourbonową słodycz. Szlachetne piwo, które nie jest może aż tak dobre, jak pięć lat temu, ale nie jest znacznie gorsze.

8.5/10

Wyniki

1. Cascade: Pumpkin Smash 8.5/10
2. Pinta: Dyniamit 7.5/10
3. AleBrowar: Naked Mummy 7.5/10
4. Gościszewo: Strach 7.0/10
5. Nepomucen: Laurie 7.0/10
6. Nepomucen: Michael 7.0/10
7. AleBrowar: Spicy Mummy 7.0/10
8. Sudden Death & Hertl: Drunkin Pumpkin 6.5/10
9. Firestone Walker: El Gourdo 6.0/10
10. UFO: Journey To Planet Pumpkin! 4.5/10

Jak można było się spodziewać, oryginalna i bardzo luźno nawiązująca do stylu propozycja Cascade Brewing zdeklasowała konkurencję. Z kolei spośród bardziej klasycznych Pumpkin Ale wciąż wygrywają te najstarsze na polskim rynku.

Konkluzje

- Poza tym, że styl jest po prostu sympatyczny i potrafi wyjść bardzo smacznie, to ma też taką zaletę, że skłania browary do kreatywności. Nie ma tu utartego schematu, przez co każdy robi swoje Pumpkin Ale trochę inaczej, eksperymentując z dodatkami, dając się ponieść mniejszej lub większej fantazji. To nie był najsmaczniejszy z moich przeglądów, ale dał dużo funu.

- Najbardziej podoba mi się, kiedy ten styl nie opiera się tylko na dodatkach, ale też ma porządną, ale'ową podbudowę, najlepiej w typie American Amber Ale.

- Cieszy, że Pinta i AleBrowar trzymają się mocno w tym temacie - klasyki zdały egzamin.

- Mimo wszystko jest to styl z ograniczeniami. Sądzę, że sięgnięcie po Dyniamit raz w roku - i to też nie w każdym roku - wyczerpuje moje potrzeby obcowania z nim. Chyba że kiedyś pojawi się na oku coś naprawdę wyrafinowanego, jak nieodżałowany Pumpkin Smash.

Komentarze