Karlheinz Stockhausen: "Etude"

1952

Pierwszy elektroniczny eksperyment Stockhausena to niewiele dłuższy od trzech minut strzęp muzyki, przez wiele lat zapomniany przez wszystkich włącznie z kompozytorem; jednostajne (mimo że rytmicznie bardzo nieregularne) chrobotania, skrzypienia i dyszenia przerobionego elektronicznie dźwięku strun pianina uderzanych metalem. Można się po czymś takim spodziewać muzyki o wartości czysto historycznej i eksperymentalnej, ale w praktyce pod koniec drugiej dekady XXI wieku ta bagatela wciąż robi na mnie spore wrażenie. Brzmieniem niekoniecznie - jakże dalece przewyższyły te wysiłki późniejsze prace Stockhausena czy osiągnięcia sonoryzmu - aczkolwiek jest bardzo ciekawe. Oczywiście nie melodią ani harmonią. Ale niepokojąca atmosfera, jaka z tych trzech minut wyziera; zdehumanizowany chłód sztucznych, nienaturalnych dźwięków i ich radykalne niezazębianie się w fakturze, narzucająca się emocjonalna pustka... jak szybki dreszcz przebiegający po plecach. Wiadomo, że żadna to perła w dorobku nadreńskiego kompozytora, ale jak na utwór potraktowany jak śmieć robi spore wrażenie i warto mu poświęcić ten kawałek czasu.


7.0/10

Komentarze