Jafar Panahi: "To nie jest film"

Koncepcja tego dokumentu jest rozczulająco przewrotna - oto reżyser, na którego irański rząd nałożył 20-letni zakaz wykonywania zawodu i groził więzieniem, postanowił stworzyć "nie-film", w którym jego kolega nagrywa go, podczas gdy on opowiada film, którego nie pozwolono mu stworzyć. Dodajmy do tego jeszcze, że nagranie zostało potajemnie przemycone z kraju na pendrivie ukrytym w cieście, dodajmy tytuł nawiązujący do obrazu Magritte'a. Wszystko w tym filmie jest fajne, poza tym co ostatecznie oglądamy. I tak ta przewrotna koncepcja, która skończyłaby się filmem koszmarnie nudnym, upada, Panahiemu nie chce się opowiadać filmu zbyt długo, i oglądamy go krzątającego się po domu i dyskutującego z kolegą filmowcem, co stwarza parę okazji do ciekawych refleksji na temat kina i pracy reżysera, przez co film jest tylko dość nudny. Niestety nie jestem miłośnikiem sztuki konceptualnej i dla mnie to niedługie dziełko jest w gruncie rzeczy patrzeniem na to, jak facet chodzi sobie po domu, siedzi, pije herbatę, a pod koniec jedzie windą z innym facetem, który wyrzuca sąsiadom śmieci i opowiada coś o sobie. Nie zamierzam się pastwić nad Panahim, bo w sumie co miał ciekawszego zrobić w swojej sytuacji, ale efekt jest jaki jest. Ocenę wystawiam jednak nieniską, bo koncepcja naprawdę mnie rozbroiła.


5.5/10

Komentarze