Yves Tanguy: "Słońce w pudełku na biżuterię"

olej na płótnie / 1973 / Peggy Guggenheim Collection, Wenecja

Znam malarstwo Tanguya od wczoraj; przyznam, że przed spędzeniem trochę dłuższej ilości czasu przed jego jednym obrazem, chciałem je nieco zdyskredytować i napisać, że jest namiastką twórczości dwóch dużo lepszych malarzy, od których wiele zapożycza: Salvadora Dalego i Giorgio De Chirico. Poniekąd to prawda - jego uniwersum stworów/obiektów na granicy amorficzności nie jest tak kreatywne i działające na wyobraźnię jak te Hiszpana; jego podchwytliwe operacje na świetle, cieniu i przestrzeni nie mają namaszczenia jak u Włocha. Po pierwsze jednak, jeśli ktoś daje namiastkę wielkiego malarstwa, to może jeszcze śmiało być godny uwagi, a po drugie - Tanguy wykreował jednak osobny świat, na swój tylko sposób dziwaczny, trochę pomiędzy tamtymi dwoma. Bardziej fantastyczny i surrealistyczny niż de Chirico, dużo spokojniejszy i statyczny niż Dalego - przynajmniej na tym obrazie.

Można docenić intrygującą grę percepcyjną, zaburzenie granicy pomiędzy niebem a ziemią za pomocą subtelnej gradacji barw i realno-nierealnemu rozmieszczeniu obiektów w przestrzeni. Można docenić same obiekty - pomysł na ich formę i precyzję w technicznym ich "ubryleniu". Ale ważniejsza jest chyba specyficzna atmosfera tego płótna, pełnego niepokojącego bezruchu, pustki, ciszy i nierealności. Surrealizm w zasadzie zupełnie oderwany od ziemi, ale też pozbawiony szaleństwa, przytomny. Faktycznie inna rzeczywistość, a nie tylko karykatura naszej rzeczywistości. Ostatecznie więc posyłam Tanguyowi konkretny ładunek uznania.



7.5/10

Komentarze