Indywidualności popu (7/200): Butthole Surfers

Czas / Miejsce / Nurty

1981-... / San Antonio (Teksas), USA / Noise Rock, Art Punk, Experimental Rock, Psychedelic Rock

Sedno wyjątkowości

Stworzyli eklektyczne, często eksperymentalne, prymitywistyczne, ale w głębi awangardowe i erudycyjne połączenie noise'u, punku i psychodelii, osiągając wysokie poziomy intensywności, hałaśliwości i szaleństwa. Ich muzyka stawała się groteskowym psychodelicznym horrorem, w którym mrok, brud i nienormalność współwystępowały przeważnie z obrazoburczą zabawą.

Kluczowe postacie

Przez zespół przewinęło się kilkunastu członków, ale przede wszystkim był to i pozostaje duet Teksańczyków, którzy zespół założyli i pozostają w nim do dziś jako liderzy. Paul Leary (1957-...) był głównym gitarzystą i jako taki miał największy wpływ na brzmienie i najprawdopodobniej również na kompozycje. Gibby Haynes (1957-...) miewał wkład instrumentalny, ale przede wszystkim był wokalistą; wokal w muzyce Butthole Surfers nie był jednak zwyczajnym nośnikiem tekstu i melodii, lecz miał fundamentalny wpływ na brzmienie i atmosferę, więc jego rola nie była znacznie mniejsza.

Opus magnum

Psychic... Powerless... Another Man's Sac (1984): 8.0/10

Butthole Surfers - zespół, z którego rysu biograficznego bardzo mocno przebija nastawienie na humor i chęć szokowania dla szokowania - wstępnie nie wydaje się leżeć w moim typie, jako że ani humoru, ani beztreściowego szoku raczej w muzyce nie szukam i nie wiem, czemu miałbym (pierwszy ma lepiej przeznaczone dla siebie nośniki, drugi jest chyba zbędny tak generalnie). A jednak spod tych powierzchownych (acz bez wątpienia obecnych) cech przebijają u nich zaskakująco szerokie pokłady awangardowej kreatywności, zaś pojedyncze wygłupy szybko składają się w coś dużo większego: psychotyczne i psychodeliczne, obłąkane, dzikie, brudne mozaiki muzycznych horrorów o przeróżnych odcieniach. Tą zdecydowanie najbardziej imponującą jest ich albumowy debiut z 1984 roku.

Płyta jest z początku może nieco hermetycznym, trochę zbyt infantylnie groteskowym, ale po oswojeniu się naprawdę unikalnym i naprawdę artystycznym połączeniem różnych stylistyk, z których kluczowymi wydają mi się hardcore'owy post-punk, noise rock i psychodelia. Post-punk ze swoim silnym perkusyjno-basowym kośćcem jest rytmiczno-brzmieniowymi fundamentami większości kawałków; osadza je w pewnej stylistycznie znajomej dziedzinie, niejako łączy ze światem fizycznym, i w ogóle nadaje bardzo mocnego punkowego vibe'u, który punktualnie katalizuje energię, dzikość i intensywność - i zarządza rytmem, który bywa tutaj poważnie skomplikowany i interesująco chaotyczny. Noise rock to najbardziej esencjonalny komponent tej muzyki: objawia się zarówno w momentami absolutnie porywającej, brudnej, trzeszczącej gitarze Paula Leary'ego oraz w kalejdoskopie hałaśliwych, chaotycznych dźwięków o często niejasnym pochodzeniu naokoło, jak i w fenomenalnych, zwierzęco-obłąkańczych  popisach wokalnych Gibby'ego Haynesa, którego ten album wpisuje na listę bardzo istotnych, jeśli nie w ogóle najlepszych wokalistów rockowych w historii (wciela się w przeróżne role i wychodzi ze wszystkich zwycięsko; porównania do Beefhearta nasuwają się same, zwłaszcza że w finalnym kawałku Haynes brzmi trochę jak on). Psychodelia wynika już niejako sama z pierwszych dwóch i jest najbardziej eteryczna, nie zawsze obecna, jednak niepodważalna - i ma unikalny, mroczny, dość głęboki odcień, jest niemal krzywym zwierciadłem kolorowej i kwiatowej, "wyjściowej" psychodelii lat 60. (największą gęstość osiąga chyba w punkcie kulminacyjnym albumu, jakim jest Cherub).

W sumie to podróż, dla której ekscentryzm to już zdecydowanie za słabe określenie: jest to groteskowy horror, noise-punkowe danse macabre, turpistyczne katharsis. Psychic... Powerless... jest przy tym albumem wewnętrznie złożonym pod względem estetyki i atmosfery; kawałki absolutnie maniakalne i pełne grozy, jak choćby Concubine czy Cherub, przeplatają się z takimi, w których horror przybiera formę upiornej rozrywki (wybitnie post-punkowe Dum Dum, epileptyczne Woly Boly czy fascynująco obrzydliwe i wulgarne Lady Sniff na skraju atonalności), a w końcu z tak kontrastowym odciążeniem jak niemal romantyczne, piosenkowe, antycypujące wrażliwość indie rocka - wciąż jednak zabrudzone, nie tylko tekstem - Negro Observers. Znakomite jest też domknięcie całości kawałkiem Gary Floyd - pozornie oczyszczające, wstępnie wreszcie grające na nutę optymistyczną i pogodną, jednak okazujące się tylko odbiciem w inny rodzaj szaleństwa. Niekoniecznie da się tu odnaleźć jakieś utwory wybitne w ścisłym i wymagającym tego słowa znaczeniu, wybitne są raczej ich elementy; niekoniecznie ta muzyka się w którymkolwiek momencie robi naprawdę wielka; brakuje natomiast właściwie jakichkolwiek punktów słabych czy średnich, poziom jest nieliniowy, ale stabilny. A przy całej hałaśliwości, brudzie i zapędach awangardowych to w dodatku jest jeszcze muzyka dość chwytliwa.

Z pozostałej dyskografii zespołu szczególnej uwagi domaga się następca, Rembrandt Pussyhorse, gdzie zespół zaprezentował znacznie chłodniejsze, poważniejsze, bardziej eteryczne i awangardowe oblicze horroru - z paroma zyskami, choć jednak też poważną stratą na dzikim, cyrkowym, niepohamowanym szaleństwie debiutu. Przeddebiutowa EPka jest dla mnie trochę zbyt wygłupiasta, choć ma już bardzo mocne momenty. Za absurdalne uważam natomiast częste przytaczanie późniejszego Locust Abortion Technician jako peaku zespołu; to głównie całkiem przyjemny, ale też dość jałowy eksperyment brzmieniowy, w którym mrok zaczyna się robić grubymi nićmi szyty, a przesunięcie punktu ciężkości z punku na metal odbiera tej muzyce, jak łatwo się domyślić, niemało polotu.

Inne wybrane dzieła

1. Butthole Surfers (1983) (EP): 7.0/10









2. Rembrandt Pussyhorse (1986): 7.5/10









3. Locust Abortion Technician (1987): 6.5/10









Najlepsze utwory

8.5 Cherub / Concubine / Sea Ferring

8.0 Bar-B-Q Pope / Creep in the Cellar / Dum Dum / Gary Floyd / Lady Sniff / Mexican Caravan / Negro Observer / Perry / Whirling Hall of Knives / Woly Boly

Komentarze