Bertrand Russell: "Problemy filozofii"
1912 / przekład: Wojciech Sady
Jako że główne i najpełniejsze - jak sądzę - dzieło Russella, czyli Analysis of Mind, jest niedostępne w polskim przekładzie, w celu zapoznania się z tym filozofem sięgnąłem po niniejszą pozycję: zdecydowanie krótszą, wcześniejszą i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przystępniejszą. Jest to rzecz wybitnie ciekawa już ze względu na swój charakter: poniekąd jest to zwięzły referat z zagadnień filozoficznych od Kartezjusza (z wyjątkiem na jedno cofnięcie do Platona) do współczesności (oczywiście nie wszystkich, a tych, które autorowi wydają się najistotniejsze, czyli głównie z zakresu epistemologii), przybierający trochę postać historii filozofii dla zabieganych; poniekąd swoista recenzja ponad dwóch tysięcy lat zachodniej filozofii, z konkretnymi opiniami na temat konkretnych myśli konkretnych myślicieli; poniekąd w końcu próba podsumowania efektów tych wysiłków i wzbogacenia ich o niekoniecznie rozbudowane, ale ciężarne wagowo korekty, uporządkowania i przybudówki samego autora.
Nie można pominąć kwestii, że Russell jest pierwszym chronologicznie autorem mi znanym, który pisze - z braku lepszego określenia na szybko - jak normalny człowiek do normalnego człowieka, zostawiając pod tym względem w tyle nawet Hume'a czy Schopenhauera. Nawet osoba poważnie uczulona na filozoficzne bajdurzenie - to znaczy na samą żonglerkę pojęciową, nie mówię o wybujałej metafizyce, choć to również - powinna przejść przez tę lekturę bez mdłości. Nie odbiera to zarazem treści możliwości dotknięcia dość doniosłych kwestii, nie spłyca jej, co najwyżej czyni trochę fragmentaryczną. Lektura jest dzięki temu połączeniu - przystępnej formy, niebojącej się zhańbić licznymi i prozaicznymi przykładami, bez kluczenia, prosto z mostu walącej nazwiskami, tezami i ich weryfikacjami, oraz bardzo zajmującej treści, świdrującej jądro teorii poznania, a w końcu dokonującej krótkiej rewizji metafizyki i na koniec stającej się już de facto "filozofią filozofii" - potwornie wciągająca, jak rzadko kiedy.
Nie wszystko w myśli Russella mi się podoba; wydaje mi się na przykład, że zbyt gładko rozprawia się z najbardziej (według mnie) ponadczasowymi antynomiami kantowskimi; wydaje mi się też, że - o dziwo, bo nie to kojarzymy z filozofią analityczną - jednak gdzieniegdzie za mocno oddala się od pozycji absolutnego sceptycyzmu. Ale większość tego wywodu jest jak górski potok - krystalicznie czysta (logicznie) i błyskotliwa (jeśli chodzi o dokonywane na jego ścieżce rozwiązania i uporządkowania). Przez to na podstawie tak krótkiej pracy jestem skłonny uznać Russella za najważniejszego filozofa od czasów Kanta, którym prawdopodobnie faktycznie był jako ojciec filozofii analitycznej (poza Fregem, który jednak chyba dał głównie narzędzia do jej stworzenia niż ją faktycznie stworzył). Nie jest to już po Kancie rewolucja, nie jest to myśl zmieniająca życie - ale jako przykład nowej, czystszej, logicznie trwalszej, niemal matematycznej metody uprawiania filozofii, może odcisnąć istotne piętno.

Moim zdaniem filozofię analityczną stworzył Arystoteles, a drugim filozofem analitycznym był Tomasz z Akwinu. Ale Frege to też był filozof analityczny, widać to moim zdaniem najlepiej w jego artykule „Sens i znaczenie”, gdzie chyba po raz pierwszy w historii mamy taką prawdziwą analityczną filozofię języka. Nie ma tam natomiast chyba w ogóle logiki formalnej
OdpowiedzUsuńKorzenie filozofii analitycznej bez wątpienia sięgają Arystotelesa, a jakieś cieńsze korzenie to spokojnie i bardziej wstecz, ale jednak "filozofia analityczna" to przede wszystkim termin historyczny przyklejony do konkretnej szkoły/nurtu w konkretnej epoce, a nie deskrypcja stylu tudzież obszaru filozofowania, więc ciężko mówić o Arystotelesie jako o jej twórcy.
Usuń