Airflame: "Earth to the Left"

2024

Eklektyczna gatunkowo, bardzo ożywcza elektronika z dość optymistyczną wizją kosmicznej psychodelii jako głównym "tematem klimatycznym" - oto pierwsza, intuicyjna i najmocniej nasuwająca się obserwacja względem tego albumu. Dałoby się jednak pewnie coś takiego powiedzieć o niejednej produkcji, gdy tymczasem dzieło Airflame'a zachęca do odkrycia bardziej unikalnych jakości. Chyba najbardziej imponujące jest tutaj dla mnie udane połączenie kilku cech kontrastowych - mogłoby ono być udane na różne sposoby, tu akurat w sposób bardzo harmonijnego ich współwystępowania. Earth to the Left to muzyka jednocześnie wrażliwa i hedonistyczna, introspektywna i dyskotekowa, eteryczna i cielesna, oniryczna i żywotna, oldskulowa i futurystyczna, złożona i bezpośrednia, mocno i gęsto samplingowa a jednak elegancko klarowna. W szczególności pociągające jest w niej poszukiwanie jeśli nie spirytualizmu, to przynajmniej solidnego wzruszenia w dyskotekowym, imprezowym krajobrazie - świadectwo twórcy myślącego współcześnie, ale dalekiego od zamknięcia we współczesnej mentalności, odznaczającego się pewną muzyczną erudycją.

Takie nagromadzenie kontrastów było możliwe między innymi dzięki dość rozbudowanemu, świadomemu i plastycznemu zaprzęgnięciu do pracy różnych elementów muzycznych: jest bardzo rytmicznie, bardzo melodycznie, z bogatym brzmieniem i bogatą fakturą (opartą w dużej mierze na miejscami naprawdę rewelacyjnym zmyśle samplingowym), a i harmonicznie potrafi się wydarzyć coś interesującego. Zwykle jeden z tych elementów opowiada się po jednej stronie barykady, a inny po przeciwległej, dzięki czemu obie strony są widzialne jednocześnie. Brzmi to prosto i logicznie, ale połączenie tego do spójnej wizji artystycznej nie obeszłoby się bez istotnego talentu i pietyzmu pracy.

Ta harmonia kontrastów - chciałoby się napisać, że harmonia kosmiczna - przekłada się jeszcze na pewien praktyczny sukces albumu. Silnie zaznaczona rytmika i wrażenie podróży kosmicznej umieszcza go na liście godnych kompanów długodystansowej jazdy autem, wyraźna przynależność do świata disco (da się tu odnaleźć nawet bardzo smacznie wkomponowane wpływy italo-disco, a z emocjonalnego punktu widzenia nie mogę się opędzić od skojarzeń ze złotym strzałem Gigiego d'Agostino) uprawnia go do obecności na bardzo sensownej imprezie, a w końcu bogata faktura i wymiar psychodelicznej introspekcji stawiają go w zaszczytnym gronie muzyki do słuchania na czysto, w pełnym skupieniu.

Jest potencjał na rozwój, bo chciałoby się więcej tak ekscytujących momentów jak cudownie wytrącająca z przewidywań wolta harmoniczna w drugiej części Trip to the Moon, nie tylko w sensie eksploracji chromów, ale w ogóle mocniejszego łamania schematów i rozwoju narracyjno-emocjonalnego poszczególnych utworów. Nie jest to też "najgęstsza" wizja kosmosu w historii, choć i taka ma jak najbardziej rację bytu. Przede wszystkim jest jednak potencjał na coś bardzo dużego. Być może dokona się to przez opowiedzenie się silniej po którejś ze stron, a być może przeciwnie, przez pogłębienie i doprowadzenie do mistrzostwa eklektycznej gry kontrastów. Życzyłbym sobie raczej drugiego, choć to trudniejsza ścieżka. Ale już teraz takie kawałki jak Trip to the Moon, North of Eden, Neon Satelite czy Somewhere Far Away są zdolne dostarczyć wzruszenia i ponieść na parkiet - jednocześnie.



7.5/10

Komentarze

  1. Podejrzewam, że ta recenzja powstała, bo sam twórca napisał do Ciebie na RYMie z prośbą o przesłuchanie? ;) Szanuję go za świetne listy, choć często zdarza nam się z czymś nie zgadzać.

    Co do samej recenzji, nie spodziewałbym się tu tak (stosunkowo) wysokiej oceny, ale w pełni się z nią zgadzam. Bardzo przyjemny album, ze świetnie wykorzystanymi samplami, bez wysokiego “progu wejścia” i jednocześnie satysfakcjonujący do słuchania w skupieniu. Podoba mi się też jego zróżnicowanie, chyba każdy utwór posiada nieco inne oblicze od pozostałych.

    Być może jeszcze lepszy jest jego poprzedni album “Letters to Astrid”. Zresztą na Bandcampie jest bardzo dużo takich perełek. Ze względu na m.in. brak reklam to mój ulubiony serwis do poznawania nowej muzyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dementuję, nie zostałem poproszony ani o przesłuchanie, ani o recenzję :) Wziąłem się za ten album spontanicznie, choć twórcę oczywiście znam z internetowej działalności.

      Usuń

Prześlij komentarz