Dzienniki z podróży: Włochy I. Część V+
Niecałe trzy miesiące później znów tu jestem, na uzupełniający weekend winiarski. To zadziwiająco niesamowite przeżycie. Powrót po krótkim czasie potrafi być bardziej emocjonujący niż powrót po długim. Emocje z ostatniego razu są wtedy jakby pomiędzy sferą rzeczywistości (teraźniejszości i okolic) a sferą pełnej przeszłości, sferą wspomnień. I można je niejako obejrzeć z bliska, poczuć ich rezonowanie. Kocham Bergamo.
To niezwykłe, jak po tamtej wnikliwej i długiej podróży jest tu ciągle wiele do odkrycia. Lombardia powitała nas ulewą, zachmurzeniem, zamgleniem. Ta pogoda okazała się stworzona dla tajemniczej doliny Valtelliny, malowniczej, choć nie w tak oczywisty sposób jak wiele dolin alpejskich. Wina z Nebbiolo w winiarni Nino Negri bardzo mi zaimponowały, lepsze niż większość Barolo i Barbaresco, jakie próbowałem. Wspaniały obiad w lokalnej, bardzo lokalnej osterii, pyszne wędliny (Valtellina to ojczyzna bresaoli), przedziwne, ale dobre pączki gryczane z serem. Rubaszne lecz godne wino domowe. Przepiękne, magiczne, baśniowe widoki na góry opatulone wstęgami i bałwanami chmur. Szare zabudowania.
Powrót do Bellagio jeszcze dodał w moich oczach jezioru Como i jego regionowi. Jako że droga z Lecco do Bellagio wzdłuż jeziora była zamknięta, pojechaliśmy jakby środkiem cypla między odnogami jeziora, gdzie jest jakiś osobny mikrokosmos: jesienne barwy, własne małe jezioro, bardziej wyluzowana atmosfera, przy Bellagio piękne platformy widokowe, przepotężny wodospad. Ogrody przy Villa Melzi d'Eril cieszą tak samo jak za pierwszym razem.
Do Bergamo. Bergamo. To miasto ma niemożliwą moc wywoływania we mnie na nowo i na nowo emocji. Te same miejsca, emocje wiecznie na nowo. Nigdy się nie znudzi.
Dzień 2
Wspaniały poranek, wypicie kawy z czymś słodkim na Piazza Vecchia to esencjonalnie optymistyczny początek dnia. Katedra dalej piękna. Pizza w Fornaio dalej sprzedawana. Turystów jakby wyraźnie mniej niż w maju, dziwne. Piękna pogoda.
Bardzo ucieszył mnie powrót do Certosa di Pavia, miałem spory niedosyt w maju. Teraz na spokojniej i udało się dostrzec wówczas niedostrzeżone motywy kościotrupowe. Znowu zamknięta droga - jeden z mostów przez Pad, więc objazd sprawił, że spóźniliśmy się do winiarni 20 minut - ale poczekali, niezwykle mili w ogóle. Tenuta Travaglino w mało znanym, ale ślicznym, wzgórzystym podregionie na południu Lombardii - Oltrepò Pavese - o trochę toskańskim już klimacie. Świetne wina musujące z Pinot Noir (może ciut niżej niż najlepsza Franciacorta), odkrycie, że we Włoszech rośnie Riesling i to nawet dobry, bardzo dobre czerwone-spokojne Pinot Noir i zaskakująco bardzo dobra Barbera. Wspaniała winiarnia poklasztorna, trochę odcięta od świata.
Wizyta w Alder Beer zbyt na szybko. Przez to chyba że lato, to wybór na kranach trochę mało urozmaicony, same lekki piwa i 5/8 to IPA. Nowozelandzka IPA najlepsza. Poziom bardzo dobry, ale w Hammer Beer byłem bardziej urzeczony.
Spóźnienie na kolację zarezerwowaną i kolacja zastępcza na górnym mieście, bardzo zacna. Piękne Bergamo nocą.
Dzień 3
Co za dzień. Rano tylko piękno Basilica di Santa Maria Maggiore - dalej w remoncie. Powrót do Franciacorty - włączyłem nawigację bez dróg z opłatami, dzięki czemu dojazd dłuższy, ale bardziej malowniczy. Znowu zamknięta droga na rzece, ale tym razem objazd wydłużył sprawę o parę minut i zdążyliśmy. Przepiękne piwnice winiarni Berlucchi. Degustacja nie tak obfita jak poprzednie, ale wina świetne, zwłaszcza różowe z Pinot Noir. W sklepie z różnymi winami z Franciacorty, znakomicie zrobionym, udało się kupić wina i od razu wysłać do Polski.
Piękne późne popołudnie i wieczór w Bergamo. Aperitivo królów w dolnym mieście. Wejście na górę bez kolejki. Spontaniczne wejście do mało znanego, ale zaskakującego dobrego, mrocznego kościoła św. Agaty. Spacer po górnym mieście i kolejką na San Vigilio. Znalazłem przypadkowo wybitne miejsce na zachód słońca.
Powrót do Trattorii Parieti po 7 latach. Wybitne miejsce, chyba jednak najlepsze w Bergamo na jedzenie. No zależy jak patrzeć. Casoncelli raczej najlepsze. Porcje ogromne, ceny ludzkie. Wspaniały wieczór i trochę za dużo jedzenia. Pyszne lokalne amaro.
Dzień 4
Dni z odlotem są już trochę emocjonalnie do śmieci, nawet jeśli coś tam się da zrobić. Dzisiaj głównie stres, żeby dotrzeć na lotnisko o czasie. Ale też wizyta w Ca dei Frati, głównej winiarni w nadgardowym podregionie winiarskim Lugana: najsłabsza z tych odwiedzonych, wina dobre, niektóre nawet z plusem, ale dalekie od wybitności, takie pod bardzo początkujących, łatwe, proste. Piękna Garda. Widok z Rocca di Manerba w potwornym upale. I powrót.
Do innych odwiedzonych miejsc chciałbym wracać, do Lombardii po prostu będę wracać.
Wrzucam w tym wpisie tylko zdjęcia z zupełnie nowych obszarów Lombardii, czyli z Valtelliny i Oltrepò Pavese. Pozostałymi zasiliłem poprzednie części, by zachować porządek w katalogu zdjęć.
SPIS ZDJĘĆ









































































Komentarze
Prześlij komentarz