Indywidualności kompozycji (5/150): Tōru Takemitsu
Czas / Miejsce / Nurty
1930-1996 / Tokio, Japonia / impresjonizm, serializm, sonoryzm, neoromantyzm, gagaku
Sedno wyjątkowości
Eksperymentując z przeróżnymi nurtami zachodniego modernizmu muzycznego ze szczególnym uwzględnieniem impresjonizmu, największą oryginalność uzyskał ostatecznie łącząc go z tradycyjną muzyką japońską. Jego utwory, w których obok orkiestry o współczesnym brzmieniu występują bardzo stare instrumenty japońskie - biwa i shakuhachi - to małe arcydzieła jesiennego klimatu.
Opus magnum
Autumn (1973): 8.0/10
(Polecane nagranie: Katsuya Yokoyama, Kakujo Nakamura, Hiroshi Koizumi, Tokyo Metropolitan Symphony Orchestra, Ryusuke Numajiri; 1997)
Prawdę mówiąc, gdyby nie one, muzyka Takemitsu w ogóle mogłaby dla mnie zniknąć i nie mógłbym nad tym szczerze zapłakać. Odbieram ją jako trochę epigońską; jest silnie i bezpośrednio inspirowana konkretnymi nazwiskami (wśród których szczególnie oczywiste to Messiaen i cała trójca drugiej szkoły wiedeńskiej, bardziej chyba Berg i Webern niż Schoenberg) - do tego stopnia, że niektóre kawałki brzmią po prostu jak kawałki tamtych twórców. Teoretycznie to bardzo duży komplement, ale problem w tym, że jak takie niezbyt istotne w repertuarze kawałki - dobre, czasem bardzo, ale zawsze zatrzymujące się przed wejściem na naprawdę wysoki poziom, a w dodatku przeważnie zbyt miniaturowe. Jeszcze gorzej odbieram późny okres kariery Japończyka, w którym wprawdzie mocniej oderwał się od inspiracji, ale wykształcony przez niego styl zrobił się w moich uszach czymś w rodzaju "ogólnej współczesnej muzyki poważnej", mieszającej po trochu impresjonizm, serializm, aleatoryzm, neoromantyzm i co tam jeszcze się chce.
Prawdziwą wyjątkowość osiągnął właśnie mieszając "modernistyczną orkiestrę" z silnym elementem japońskim: mówiąc konkretnie, z bambusowym fletem shakuhachi i z rodzajem lutni o płaskim pudle rezonansowym, zwanym biwa. Nie tylko wprowadzającymi oryginalność brzmieniową, ale grającymi tak, jak w tradycyjnej orkiestrze gagaku: mało dynamicznie, swobodnie rytmicznie, w ścisłej relacji z ciszą, jakby kontemplując czyste brzmienie. Tym bardziej znanym utworem w takim stylu jest November Steps z 1967 roku, ale mnie odrobinę bardziej przekonało trochę zapomniane Autumn z 1973.
Jego prozaiczna nazwa jest doskonale dobrana, bo to kawałek wyśmienicie jesienny: nawiedzony, widmowy, ociekający klimatem, eerie. Jest to czysta godzina duchów na cmentarzu - w dodatku japońskim, jakby zachodni cmentarz był dla kogoś za mało klimatyczny. Już sama orkiestra, początkowo dominująca, zachowuje się niepokojąco. Operuje kontrastującymi połączeniami mrocznych klasterów i rozbrykanych jak złe duchy, drobnych dźwięków i mini-fraz, wygrywanych przez przeróżne instrumenty i wygrywanych przeróżnie, z sonorystyczną manierą, co wprowadza wrażenie złowieszczego tłumu głosów. Biwa i shakuhachi lądują więc już w idealnie stworzonym dla siebie kontekście. Czasem współwystępują z orkiestrą, ale dostają też długie partie samotne, to znaczy w swoim wyłącznym towarzystwie. Pogłębiają mroczny nastrój, ale nadają mu bardziej medytacyjny rytm, są duchami spokojniejszymi; zostawiają mnóstwo miejsca na jeden z najbardziej klimatycznych dźwięków, jakim jest cisza. Kontemplacja ich brzmienia i nietypowych linii melodyczno-rytmicznych jest wielką przyjemnością już sama w sobie: kontekst sprawia, że jest czymś więcej i wybitnie pobudza wyobraźnię.
Jak każdy dobry utwór Takemitsu, Autumn zbyt szybko się kończy, trwając w wykonaniu niewiele ponad kwadrans. Konwencja faktycznie mogłaby się wyczerpać przy operowej, a może nawet symfonicznej długości kompozycji, ale niedosyt pozostaje. Najłatwiej go ugasić przez wspomniane November Steps - bardzo podobny utwór, również de facto będący concerto na biwę i shakuhachi. A czystą kontemplację tych magicznych instrumentów przedłuży jeszcze Eclipse, już bez orkiestry.
Inne wybrane kompozycje
1. Distance de fée (1951): 7.0/10
(Polecane nagranie: Ensemble Kaï; 1998)
2. Requiem (1957): 7.5/10
(Polecane nagranie: Toronto Symphony, Seiji Ozawa; 1969)
3. Landscape I (1960): 7.0/10
(Polecane nagranie: Ensemble Kaï; 1998)
4. Eclipse (1966): 7.5/10
(Polecane nagranie: Nobuko Imai, Saito Kinen Orchestra, Seiji Ozawa; 1992)
5. Hika (1966) 7.0/10
(Polecane nagranie: Ensemble Kaï; 1998)
6. November Steps (1967): 8.0/10
(Polecane nagranie: Nobuko Imai, Saito Kinen Orchestra, Seiji Ozawa; 1992)
7. In an Autumn Garden (1973): 7.0/10
(Polecane nagranie: Tokyo Gakuso; 1980)
8. A Flock Descends Into the Pentagonal Garden (1977): 7.0/10
(Polecane nagranie: Tashi, Boston Symphony Orchestra, Seiji Ozawa; 1980)
9. Far Calls, Coming, Far! (1980): 7.5/10
(Polecane nagranie: Hiroshi Wakasugi, Kinshi Tsuruta, Katsuya Yokoyama, Tokyo Metropolitan Symphony Orchestra, Yuzuko Horigome; 1992)
10. A Way a Lone (1980): 7.0/10
(Polecane nagranie: Ensemble Kaï; 1998)
11. Rocking Mirror Daybreak (1983): 7.0/10
(Polecane nagranie: Ensemble Kaï; 1998)
12. Dream/Window (1985): 7.0/10
(Polecane nagranie: Paul Crossley, Peter Serkin, London Sinfonietta, Oliver Knussen; 1998)
13. Signals from Heaven (1987): 6.0/10
(Polecane nagranie: Paul Crossley, Peter Serkin, London Sinfonietta, Oliver Knussen; 1998)
14. Twill by Twilight (1988): 6.5/10
(Polecane nagranie: Paul Crossley, Peter Serkin, London Sinfonietta, Oliver Knussen; 1998)
15. Koncert na altówkę "A String Around Autumn" (1989): 7.0/10
(Polecane nagranie: Nobuko Imai, Saito Kinen Orchestra, Seiji Ozawa; 1992)
16. From Me Flows What You Call Time (1990): 7.0/10
(Polecane nagranie: Nexus, Pacific Symphony Orchestra, Carl St. Clair; 1998)
17. Quotation of Dream (1991): 6.0/10
(Polecane nagranie: Paul Crossley, Peter Serkin, London Sinfonietta, Oliver Knussen; 1998)
18. How Slow the Wind (1991): 6.0/10
(Polecane nagranie: Paul Crossley, Peter Serkin, London Sinfonietta, Oliver Knussen; 1998)
19. Archipelago S. (1993): 5.5/10
(Polecane nagranie: Paul Crossley, Peter Serkin, London Sinfonietta, Oliver Knussen; 1998)
20. Between Tides (1993): 7.0/10
(Polecane nagranie: Ensemble Kaï; 1998)











Komentarze
Prześlij komentarz