Regiony winiarskie: Peloponez

Grecja, jako kraj wbrew pozorom w pewnym sensie młody winiarsko, bo od stosunkowo niedawna odradzający się po wielowiekowej osmańskiej zapaści alkoholowej, nie wykształciła tak silnej regionalizacji winnej jak największe winiarskie nacje Europy. Przynajmniej wszakże jeden region tego pięknego kraju ma na papierze wszystko, by zasługiwać na wyróżnienie jako osobny - i najważniejszy - region winiarski: wielkość produkcji, jakość win, jasne granice, konkretną nazwę, poważne terytorium i nawet historyczną, kulturową, pozawiniarską tożsamość. Oto Peloponez, pełne różnorodności epicentrum wina Hellady.

Istota regionu

Peloponez jest słynnym półwyspem na południu Grecji, połączonym z resztą kontynentu dość wąskim paskiem ziemi (oraz jednym mostem w innym miejscu), moim zdaniem najpiękniejszym fragmentem kontynentalnej części tego kraju. Niekiedy traktuje się go w świecie wina wspólnie z Kretą i Kefalonią jako Grecję Południową - tak rozumiany region, którego Peloponez stanowi znaczną większość, odpowiada za prawie połowę całej greckiej produkcji wina.

Półwysep ma - między innymi - trzy podregiony, które Karen McNeil uważa za trzy najważniejsze podregiony winiarskie całej Grecji. Tym w ogóle najważniejszym w kraju - najbardziej zbliżonym do powagi apelacji Francji czy Włoch - jest Nemea, w którym króluje najważniejszy grecki czerwony szczep winorośli: wyraziste, przyprawowe Agiorgitiko. Nieodległa Mantinia to najważniejsze na świecie miejsce produkcji białych win ze szczepu Moschofilero. W trzecim podregionie, na północy półwyspu, w pobliżu słynnego mostu, wina robi się różne - proste białe wina ze szczepu Roditis, deserowe wina białe z Muscatu, a także najistotniejsze i najbardziej wyjątkowe - słodkie i wzmacniane wina czerwone ze szczepu Mavrodaphne lub Mawrodafni. Wino jest długo leżakowane w beczkach i uważane poniekąd za grecką odpowiedź na Porto; stosuje się je do celebracji nabożeństw w greckim kościele prawosławnym.

Dużo mniej reprezentowany w literaturze przedmiotu jest region w okolicy magicznego miasteczka Monemwasia, w którym robi się przypominające słodkie sherry lub vinsanto z Santorini wino deserowe z rodzynek ze szczepu Monemvasia, zwane Małmazją lub Malvasią. Gdybym osobiście nie odwiedzał Monemwasii i nie trafił na to świetne wino, być może nigdy bym o nim nie usłyszał.

Przegląd

Wina z Peloponezu, zwłaszcza jakościowe, są bardzo słabo dostępne w Polsce. Przegląd wyszedł więc skromny i w większości oparty na butelkach, które osobiście przywiozłem z Peloponezu w 2024 roku. Zgromadziłem łącznie 6 win: dwa z Patras (to samo wino z różnych roczników), dwa z okolic Monemwasii, jedno z Nemei i jedno z Mantinii.

1. Ktima Bairaktaris: Ktima 2018

apelacja: PGI Nemea
szczepy: Agiorgitiko
czerwone wytrawne
2018
14,5%

Jedyna butelka, jaką osobiście kupiłem i przywiozłem z jedynej winiarni, jaką odwiedziłem w Nemei. To wino spodobało mi się najbardziej - jest klasycznym Agiorgitiko, leżakowanym w beczce przez 16 miesięcy. Winiarnia została założona w 2005 roku przez rodzinę, która od pokoleń zajmowała się w tym regionie uprawą winorośli.



Rubinowe. Zapach jest zdominowany przez owoce, mało w nim beczki: rządzą wiśnie, kwiaty wiśni, wchodzące nieco w migdały, okolone przez lekką ziemistość i skórzastość. Smak jest podobny, tylko może jest w nim nieco mniej słodyczy i owocu, a więcej tej skóry, ziemistości, mroku; ładne taniny, ładna kwasowość, ładna pijalność. Generalnie bardzo dobre, dość eleganckie, pijalne, przyjemne, bez jakichś zarzutów, natomiast wpada jednak odrobinę w kategorię domyślnego, mało charakterystycznego czerwonego wina, więc jest to pewne rozczarowanie.

7.0/10

2. Greek Wine Cellars: Mavrodaphne of Patra

apelacja: PDO Mavrodaphne of Patras
szczepy: Mawrodafni
czerwone słodkie
15%

Jedyne wino z Peloponezu, które piłem do 2024 roku - klasyczne Mawrodafni z wielkiego przedsiębiorstwa winiarskiego, założonego w 1895 roku przez Vassilisa Kourtakisa, jednego z pierwszych Greków w historii po studiach enologicznych. Produkuje wina z różnych regionów Grecji. Mam dwie butelki - jedna kupiona na świeżo, w roku przeglądu (rok 2025 na polskiej banderoli); druga w 2020 (rok 2019). Wino nie jest rocznikowane, ale prawdopodobnie pochodzi z roczników z banderol właśnie. Przez te parę lat producent zmienił nazwę z Mavrodaphni na bardziej międzynarodową, Mavrodaphne, zwęził i podwyższył butelkę oraz dodał kod QR, poza tym nic się nie zmieniło. 

2a. młode


Jasnorubinowe. Bardzo jasno. Otwarty, szeroki, bezpośredni, bardzo owocowy zapach, trochę konfiturowy. Powidła śliwkowe, konfitury malinowe i jagodowe, i z czarnej porzeczki, i z aronii - jakby ze wszystkich możliwych ciemnych jagodowych owoców. Trochę przyprawione wanilią i kakao. Rubaszny, ale bardzo przyjemny. W smaku trochę odchodzi od owocu w stronę intensywnej, jakby beczkowej słodyczy - czekoladowej, waniliowej, drzewnej. Słodycz nie jest równoważona kwasowością, przez co wino wypada trochę jednowymiarowo i troszkę jednak ulepowato, chociaż pozostaje bardzo sympatyczne, pozytywne, rubaszne. Ale za sporym alkoholem nie idą spore doznania. Dwa kieliszki to absolutne maksimum przed zasłodzeniem. A nawet jeden.

7.0/10

2b. stare

Bardzo jasne, czerwień z odcieniem granatu. Niezwykłe, ale podchodzi mi nieco bardziej niż świeże. Ma jakby więcej zdecydowania. Bardzo konfiturowe, trochę kompotowe, niemal całkiem owocowe, choć z jakąś tam przyprawowością; słodycz jest niemała i niezbyt kontrowana jakąś słodyczą, ale w sumie przyjemna, mimo wszystko dość szlachetna. To dobre wino, choć trochę dziwne, trochę nie do końca wiadomo po co.

7.0/10

3. Monemvasia Winery Tsimpidis: 300 2005

apelacja: wino regionalne z Lakonii
szczepy: Agiorgitiko, Mavroudi
czerwone wytrawne
2005
13%

Jedno z win, które kupiłem osobiście w winiarni koło Monemwasii, założonej w 1997 roku. Powstaje z mieszanki szczepów Agiorgitiko i Mavroudi (który jest czymś innym niż bułgarski Mavrud). Trochę ryzykowna butelka - 2005 rok, 13%, może być niewypał.

A jednak wypał. Wino jest rubinowe z odcieniem fioletu. Pachnie czerwonymi i ciemnymi owocami, ale też ma ciekawą warstwę przyprawowo-ziołową: jakieś zioła śródziemnomorskie, jakiś anyż, a też wynikająca już pewnie bardziej z wieku suszona czerwona papryka. Smak jest bardzo spójny z zapachem. Wino jest mocno wytrawne, ma zrównoważone taniny, dość małe ciało, ale jest takie dobrze naostrzone w swoim smaku, mimo wszystko wyraziste. Jak na 21 lat, nie za dużą moc i szczepy pozbawione międzynarodowej legendarności, to zachowało się świetnie; nie patrząc na to, jest po prostu bardzo dobrym winem z cząstką czegoś unikalnego.

7.5/10

4. Monemvasia Winery Tsimpidis: Malvasia Vin Liastos 2012

apelacja: PDO Monemvasia Malvasia
szczepy: Monemvasia
białe słodkie
2012
13,5%

Wino, które zachwyciło mnie w restauracji w Monemwasii tak bardzo, że następnego dnia znalazłem winiarnię i kupiłem butelkę. Chyba sztandarowa Małmazja z tego regionu; wino zrobione w 2012 roku, zabutelkowane w 2016.



Piękny, mahoniowy kolor. Intensywny, gęsty i zawiesisty aromat, który można pomylić z likierem. Bardzo rodzynkowy, przede wszystkim rodzynkowy, poza tym suszono-owocowy w innych odcieniach: daktylowej, figowej zwłaszcza; delikatnie kakaowy. Już w zapachu wyczuwalnie słodki i kwasowy. I smak jest z tym bardzo zgodny: jest gęste, lepkie, syropowe, bardzo słodkie i bardzo kwasowe, ale nawet bardziej kwasowe, co zapewnia dobry balans; dalej wyśmienicie rodzynkowe i figowe. W ustach owoce są jeszcze nie tak bardzo suszone, jeszcze dość świeże i żywe, wraz z finiszem robią się coraz bardziej suszone. Świetne wino, choć w porównaniu do vinsanto z Santorini trochę mniej złożone.

8.5/10

5. Nemea Winery: K Mantinia Moschofilero 2024

apelacja: PDO Mantinia
szczepy: Moschofilero
białe wytrawne
2024
12%

Jedyne sensownie wyglądające Moschofilero, jakie udało mi się znaleźć w polskich sklepach (kupiłem jedną butelkę w Grecji, ale zaginęła). Nemea Winery istnieje od 1985 roku.


Jasnożółte. Gęsty, wonny, wytrawno-słodki, lekko przyjemnie duszny aromat, w którym sporo się dzieje: dużo kwitnących kwiatów, szczypta mineralności, nuta anyżu, coś morskiego i w końcu słodkie, lekko kwaskowe owoce kantalupy, dojrzałe białe winogrona, może jakieś gruszki. Śliczny. W smaku spore rozczarowanie, przenosi tylko cień wrażeń z zapachu, jest mało intensywne, płaskawe. Bardzo poprawne i przyjemne, ale za łagodne i wodniste.

6.0/10

Wyniki

1. Monemvasia Winery Tsimpidis: Malvasia Vin Liastos 2012   8.5/10
2. Monemvasia Winery Tsimpidis: 300 2005   7.5/10
3. Ktima Bairaktaris: Ktima 2018   7.0/10
4. Greek Wine Cellars: Mavrodaphne of Patra (kilkuletnie)   7.0/10
5. Greek Wine Cellars: Mavrodaphne of Patra (świeże)   7.0/10
6. Nemea Winery: K Mantinia Moschofilero 2024   6.0/10

Konkluzje

- Co tu dużo mówić, ze wszystkich dotychczasowych winiarskich przeglądów ten był chyba najmniej udany (choć jedno wino było lepsze niż wszystkie w pierwszym przeglądzie, gruzińskim). Zawiodły wszystkie trzy najsłynniejsze gałęzie peloponeskiego winiarstwa: białe Moschofilero, czerwone Agiorgitiko (już Xinomavro dużo lepiej się zaprezentowało) i słodkie Mavrodaphne. Zwłaszcza Agiorgitiko to były jak najbardziej dobre, nawet bardzo dobre wina, ale nie nadążały za sławą "najlepszego szczepu Grecji".

- Honor Peloponezu uratowała świetna Malvasia - najbardziej niszowe z tych win, o którym nigdy bym prawdopodobnie nie usłyszał, gdybym osobiście nie odwiedził podregionu, gdzie się je produkuje.

- Można sobie zadawać pytanie, na ile przegląd był reprezentatywny. Prawdopodobnie nieprzesadnie. Ale nie udało mi się w Polsce kupić, nawet uwzględniając ofertę sklepów internetowych z wysyłką do Polski, prawie żadnego peloponeskiego wina, więc nie mógł być lepszy. Jeśliby go traktować jako reprezentatywny, to Peloponez nie okazał się więc wcale najlepszym regionem winiarskim Grecji, bynajmniej. Na większe uznanie zasłużyła i Grecja Północna, i Santorini, i nawet w ogóle już dość niszowa Kreta.

- To drugi z dwóch przeglądów greckich, więc można się pokusić o lakoniczne (nomen omen) podsumowanie całego kraju. Zdecydowanie najlepszymi greckimi winami są słodkie, skoncentrowane wina ze zrodzynkowanych białych winogron: Vinsanto i Malvasia. To może nawet jedyne greckie wina, do których będę czuł potrzebę powrotu. Poza tym zdecydowanie bardziej widzę Grecję jako krainę wina białego niż czerwonego - białe można dorwać świetne, otarte o wybitność, czerwonych takich nie dorwałem (najlepszym pozostaje Agiorgitiko próbowane w restauracji w Nauplionie, ale na ile to wiarygodne wspomnienie - nie mam pewności). To dosyć zaskakujące, jak skrajnie różnią się od siebie Grecja i Bułgaria pod względem wina, tak przecież bliskie geograficznie i nawet kulturowo nieodległe; w tej drugiej rządzą totalnie wina czerwone.

Komentarze