Rędzin. Oddychając ucieczką

Są ludzie, którzy życie w dużym mieście traktują jako zło ostateczne i nie wyobrażają sobie, by mieli opuścić swoją wieś lub miasteczko i zamieszkać we Wrocławiu. Są tacy, którzy widzą mniej więcej tyle samo plusów i minusów wielkich ośrodków, a są i tacy, którzy nie mogliby żyć gdzieś indziej, niż w właśnie dużym mieście i takie życie uwielbiają. Choć zdecydowanie lokuję się między drugim a trzecim, a nie między pierwszym a drugim przypadkiem, to nie mogę nie zauważyć pewnej prawidłowości. Prawie wszyscy spośród tych, którzy mniej lub bardziej życie w mieście lubią, choć raz na jakiś czas wyrażają potrzebę "ucieczki" z tego miasta, choćby na pół dnia - przyznając w ten sposób, że jest od czego uciekać. Bo oczywiście nie jest tak, że nie ma od czego.

Jak wiele miast rozległych, Wrocław oferuje kilka ucieczek wewnętrznych, to znaczy niewymagających opuszczania granic miasta i osiągalnych z pomocą miejskiej komunikacji publicznej, ale dających niemal totalne poczucie wyzwolenia z doskwierających czasem prawie każdemu okowów urbanizmu. Takich ofert ma właśnie kilka, ale już nie kilkanaście - prawdziwie eskapistyczne są tylko bardzo nieliczne z około trzydziestu ościennych osiedli miasta. Z nich zaś być może najsilniejszy pod tym kątem potencjał ma Rędzin.

Rędzin jest większą częścią jednostki administracyjnej Osobowice-Rędzin, największej takiej jednostki po Leśnicy. Poza Osobowicami graniczy z Lipą Piotrowską, Świniarami, Praczami Odrzańskimi, Maślicami i Pilczycami. Sam, po oderwaniu od Osobowic, jest chyba największym pod względem powierzchni pojedynczym osiedlem w całym mieście, z którym porównywać mogą się jedynie Pracze Odrzańskie. Jednocześnie jednak w rankingu liczby mieszkańców Rędzin bez Osobowic plasowałby się zapewne gdzieś w ostatniej piątce wszystkich osiedli. Tereny mieszkalne to przysłowiowy ułamek jego powierzchni. Stanowią je dawna wieś, za czasów niemieckich o nazwie Ransern, przyłączona do miasta jako jedno z ostatnich osiedli w 1973 roku, oraz malutki, prawie opuszczony przysiółek o nazwie Lesica, dawny folwark, od niemal zawsze traktowany jako część Rędzina. Resztę tego wielkiego terytorium pokrywają pola irygacyjne oraz las - największy las komunalny we Wrocławiu i drugi największy w ogóle, po państwowym Lesie Mokrzańskim. Jak łatwo się domyślić, to ten las właśnie stanowi o eskapistycznej sile osiedla.

Choć stanowi o nim też położenie Rędzina. I nie chodzi o odległość od centrum, która jest oczywiście bardzo duża, ale daleka od największej we Wrocławiu; nie chodzi o wyrastanie na północ, bo sąsiednie Świniary i Pracze wyrastają jeszcze bardziej - chodzi o charakter rubieży, na które nikt nie ma potrzeby jechać ani przez nie przejeżdżać. Osiedle leży praktycznie w całości na północ od autostradowej obwodnicy miasta, w całości na zachód od drogi na Oborniki Śląskie; na zachodzie od reszty świata odcina go Odra, a na północy Widawa. Wracając do autostrady, to jej fragmencik, owszem, jest częściowo granicą osiedla, a częściowo - w postaci Mostu Rędzińskiego - po prostu leży na jego terenie. Jednak z Rędzina nie da się na tę autostradę dostać i nawet w pobliżu osiedla też nie - biegnie ona nie tyle przez Rędzin, co nad Rędzinem, wznosząc się tu w górę do wspomnianego mostu. Upraszczając całą tę topograficzną historię - na osiedle mają potrzebę się dostawać tylko dwa typy ludzi: mieszkańcy, których jest bardzo mało, i poszukiwacze tutejszego lasu, których jest chyba jeszcze mniej.

Ważną rolę w kontekście ucieczki odgrywa też fakt, że las ma podłużny teren - ciągnie się wzdłuż Odry przez ponad pięć kilometrów (a szeroki jest tylko na około półtora). Wymusza więc długi spacer, jeżeli od dawnej wsi chce się dotrzeć do jego końca na Widawie - tym bardziej, że ani Widawy, ani Odry nie da się przekroczyć i trzeba jeszcze drugie tyle wracać. I może przede wszystkim dzięki temu Rędzin daje tak silne poczucie ucieczki od miasta - że każe tak mocno w siebie się zagłębić.

Warto jednak zacząć od cywilizacji. Najbardziej charakterystycznym obiektem na Rędzinie jest bezsprzecznie Most Rędziński, który przeprawia autostradę nad Odrą i nad odrzańską, niewielką Wyspą Rędzińską. Oddany do użytku w sierpniu 2011 roku, jest najdłuższym samochodowym mostem w mieście, a także dumnym posiadaczem najwyższego pylonu w całym kraju. Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba - jest dość prosty, ale i nie banalny, z pewną elegancją i świeżością; zupełnie inaczej, niż nieco zapyziały już dziś, niedaleki Most Milenijny. Zawsze przejeżdża mi się przez niego z przyjemnością.

Paradoks polega na tym, że Rędzin nie jest najlepszym miejscem na podziwianie mostu, bo nie da się na tym osiedlu zanadto do niego zbliżyć. Wyspa Rędzińska jest niedostępna dla zwykłych mieszkańców i trzeba zadowalać się oględzinami z oddali, a chcąc naprawdę doznać potęgę tej konstrukcji - trzeba skierować się do Lasu Pilczyckiego po drugiej stronie Odry. Warto dodać, że Wyspę Rędzińską z Pilczycami łączy okazały, imponujący i wręcz klimatyczny Jaz Rędzin, ale on jest już z dostępnej zwykłym śmiertelnikom części Rędzina zupełnie niedostrzegalny, za to znakomicie dostrzegalny właśnie z Pilczyc.


O dawnej wsi nie da się napisać prawie nic poza tym, że jest dość sympatyczna, na krótkim odcinku przyjemnie obsadzona szpalerami drzew. Wiejski charakter zachowała praktycznie w stu procentach - tylko miejski autobus i widok na potężny most zaburza ten vibe. Bodaj jedyną interesującą rzeczą na tym terenie jest pomnik czy raczej tablica pamiątkowa z czasów niemieckich, poświęcona ofiarom I wojny światowej.








Od razu za dawną wsią zaczyna się już jednak to, co najważniejsze - wspaniały Las Rędziński. Mimo swoich rozlicznych zalet i wielu dość dzikich i bardzo gęstych miejsc, pozostaje lasem miejskim, to znaczy nie ma tu tej stuprocentowej leśności, którą osiągamy, wybierając się na grzyby kilkadziesiąt kilometrów za miasto. Zbyt oczywiste ścieżki przypominają konsekwentnie, że cywilizacja jest gdzieś względnie niedaleko. Żaden jednak las we Wrocławiu nie jest w stu procentach leśny, Rędziński kandyduje na ten najbardziej leśny, a nawet jeśli nim nie jest, to zalet może mieć najwięcej. W momencie pisania tego artykułu ciągle nie byłem jeszcze nigdy w Lesie Mokrzańskim i to jedyne potencjalne zagrożenie dla Rędzińskiego.

Las zajął mi trzy godziny pieszej wędrówki, ale mógł zająć zdecydowanie więcej. Spacer rozpoczął się przy malutkim, ukrytym już w lesie Cmentarzu Rędzińskim, przebiegał mniej więcej przez środek lasu - najpierw po grobli, która obfituje w piękne, rozległe widoki bez żywej duszy, a potem już przez gęstszy las. Przeprawiłem się mostem przez rzeczkę Trzciana i dotarłem do najpiękniejszego miejsca w lesie - jego skraju nad rzeką Widawa, gdzie zrobiło się już bardzo dziko i gdzie spotkałem sarnę. Drobną ścieżką między gęstymi zaroślami osiągnąłem swój upragniony cel - ujście Widawy do Odry u granic miasta i swoisty tego miasta kraniec, bo to ostatnie, najbliższe morzu ujście mniejszej rzeki do tej najważniejszej we Wrocławiu (wyprzedza o jakieś pół kilometra ujście Bystrzycy, widoczne zresztą stąd na drugim brzegu). Potem już tylko długi spacer wzdłuż Odry, który na pewnym odcinku gwarantuje świetny widok na Wzgórze Maślickie, a w końcu powrót przez las do auta pozostawionego przy cmentarzu.























































Doświadczenie wielkich walorów Rędzina zbiegło się w czasie z dniem, w którym miałem jeden z najlepszych humorów w całym roku. Sumarycznie więc wspomnienie o tym osiedlu będzie dla mnie jednym z najmilszych ze wszystkich wrocławskich eskapad. Choć niejedna osoba powiedziałaby bez zająknięcia, że na Rędzinie nic właściwie nie ma.

Komentarze

Prześlij komentarz